Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Głodni sukcesu

Jeśli czujesz, że utknąłeś/aś na mieliźnie życia. Jeśli czujesz, że masz ogromny talent i marnujesz się w miejscu, w którym jesteś. Jeśli uważasz, że otaczają cię nieudacznicy, którzy podcinają ci skrzydła i sami nigdy niczego nie osiągną. Jeśli masz wielkie marzenia, dla osiągnięcia których jesteś w stanie poświęcić więcej niż wszystko. Jeśli twoje poczucie wyjątkowości zderza się z frustrującym brakiem pewności siebie…..to uważaj: ten film jest o tobie.

Z początku trudno utożsamić się z główną bohaterką. Sarah (Alex Essoe) pracuje jako kelnerka w ZIEMNIAKU: tanim, kiczowatym barze, w którym serwuje się fast foody z kartofli. Dziewczyna oczywiście nie znosi tej mało ambitnej pracy, jednak z czegoś trzeba żyć, więc zaciska zęby i robi swoje. Wierzy, że jej los lada moment się odmieni i jej marzenie – zostanie sławną aktorką – szybciutko się spełni. Przekonana o tym, że ma talent (i przecież zaraz ktoś to zauważy) i nie jest taka jak inne (została ulepiona z lepszej gliny!) z uporem maniaka „zalicza” castingi. Niestety nikt nie oddzwania, kolejne i kolejne role przechodzą jej koło nosa…

Niedoceniona i otoczona przez „przyjaciół”, którzy potrafią tylko snuć plany i imprezować, czuje że przegrywa życie. Jej coraz większa frustracja, zniechęcenie i poczucie bezsilności, zderzają się z twardymi regułami świata, który nie odpuszcza nikomu. Sarah, zanim całkowicie zgaśnie i zgorzknieje, ma jednak „szczęście” – trafia na casting do filmu Srebrny krzyk szanowanej wytwórni Astraeus Pictures. I chociaż przesłuchania są dosyć nietypowe, to pełna nadziei dziewczyna naiwnie chwyta się obietnicy…. Niczego nie podejrzewając godzi się na kolejne ustępstwa. W związku z nimi musi podjąć kilka trudnych decyzji, a każda kolejna – o zgrozo – przychodzi jej łatwiej. Niestety wrota do krainy snów prowadzą tak naprawdę na dno otchłani. Sarah podczas inicjacji, gdy podpisuje cyrograf (o dziwo nie krwią – ale też dosyć znacząco) zostaje naznaczona i jej tożsamość zaczyna się rozpadać. Tuż za tożsamością podąża ciało. I ten drugi etap jest dla dziewczyny o wiele boleśniejszy. Gdy w lustrze widzi owrzodzoną, paskudną twarz, to trudno ukryć jej przed sobą samą szpetotę własnej duszy – zwłaszcza, że sama ją z premedytacją uśmierciła. Powierzchowne piękno Sarah gnije i ropieje, odchodzi wraz z włosami, paznokciami, zębami… I chociaż bohaterka początkowo walczy – na oślep, w rozpaczy – w końcu jest gotowa zapłacić najwyższą cenę za to, by dać się przeżuć i odmienić: niszczy swoje człowieczeństwo.

Kevin Kolsch i Dennis Widmyer świetnie ukazali mechanizm jaki kieruje człowiekiem, który łaknie nasycenia.  Wydaje mi się, że: Głód w oczach, byłby tytułem który bardziej pasowałby do tej produkcji, Sarah jest przecież wciąż głodna: zmiany, sukcesu i sławy. To właśnie chęć zaspokojenia jest przyczyną jej transformacji. Gdy desperacja bohaterki sięga zenitu – zaczyna ona stanowić łatwy cel. Uwierzy w każde słowo, odda swoje życie w ręce każdemu, kto obieca nim pokierować. Nienachalnie zaakcentowany tutaj motyw satanistyczny, stanowi tylko kostium pod którym twórcy ukryli prawdę o okrutnym i bezlitosnym świecie showbiznesu, o tym jakie upodlenie trzeba przeżyć, by przetrwać kolejne, bolesne stopnie wtajemniczenia na drodze do sławy. Gwiazdy w oczach są jednak obrazem na tyle metaforycznym, że wręcz nie wypada odczytywać go dosłownie: młoda aktorka – ambicje – sława. Trzeba spojrzeć z nieco szerszej perspektywy i dostrzec, że film w rzeczywistości porusza temat ogólniejszej zależności: człowiek – ambicje – cel. Schowane w opowieści o blichtrze i sławie wnętrze, opowiada o ambicji – najczarniejszej z ludzkich żądz – która źle ukierunkowana może doprowadzić do zatracenia. Stanowi ona dosyć palący problem, który nasza kochana współczesność stale podlewa benzyną. Tematyka filmu świetnie bowiem wpisuje się w panującą obecnie modę na samorealizację: chcieć to móc!, nie mów, tylko działaj!, tylko od ciebie zależy twój sukces! itd. itp. Pokazuje jej najbardziej skrzywioną formę, która pozytywny egocentryzm zamienia w bezmyślną szarżę po trupach do celu, a z ludzi którzy jej ulegną lepi klony niewolników zaprogramowanych na osiągnięcie sukcesu – którego idea zresztą również została wypaczona. Zamiast obiecanych zwycięzców coraz więcej więc wyeksploatowanych ofiar – tzw. smutnych żab.

Paradoksalnie dziewczyna, która uważa się za wyjątkową, porozumiewa się z otoczeniem za pomocą wytartych formułek. Nie ma swojego głosu ani języka, jest niedojrzałą, nijaką mimozą. Chce być silna i niezależna, a niestety jest słaba i infantylna. Czeka aż ktoś ją znajdzie, doceni, „wyreżyseruje”. Mimo, że chodzi na przesłuchania i chce coś osiągnąć to pozostaje bierna. Trzeba przyznać, że aktorka Alex Essoe genialnie wcieliła się w tę postać. Stworzyła doskonałą karykaturę zżeranej przez ambicję, słabej osobowości. Jej Sarah to ładna, atrakcyjna dziewczyna, która jednak nie ma w sobie „tego czegoś”, żadnej „iskry” – to po prostu bezpłciowa lala recytująca tekst. Nie jawi nam się więc jako utalentowana aktorka, którą ktoś za chwilę wyłowi z szamba codzienności i umieści na pierwszych stronach gazet, jako objawienie sezonu. Trzeba przyznać, że tylko świetna aktorka potrafiłaby zagrać beztalencie bez czynienia z tego groteski – a Alex się to naprawdę udało. Sceny spazmów, wyrywania włosów, mimo, że są wyolbrzymione wypadły bardzo naturalnie. Podobnie wiarygodne jest  przerażenie Sarah, gdy jedyne co ma – ładne ciało- ulega destrukcji. Alex Essoe – dotąd nieznana aktorka, pochodząca z Arabii Saudyjskiej – po tej kreacji będzie na pewno przebierać w ofertach ról. Reszta obsady zagrała całkiem przyzwoicie – nikt się specjalnie nie wyróżniał. Warto jedynie wspomnieć o jednym chłopaku z paczki „przyjaciół” bohaterki, początkującym reżyserze, który mieszka w zepsutym samochodzie. Danny (Noah Segen) na otarcie łez obiecuje Sarah, że będzie jej reżyserem, zauważa także, że w ich życiu to już najwyższa pora na to by wreszcie coś zrobić – nie tylko siedzieć i gadać, że się zrobi. Na gadaniu jak zwykle się jednak kończy. Jego relacje z Sarah podkreślają tylko, to co już wiemy: bohaterka biernie czeka, wciąż oczekuje wybawiciela. Może nim zostać wielki producent, kumpel z paczki lub nawet właściciel Ziemniaka – ktokolwiek. Należy podkreślić, że w momencie, w którym Sarah wreszcie jest gotowa podjąć samodzielne działanie odkrywa wreszcie prawdę o sobie. W jednej ze scen – gdy bohaterka bombardowana jest błyskami świateł – na jej ustach widzimy krew. To bardzo mocny – dający do myślenia – przekaz, nie bez powodu odcinający się od panującej na ekranie smętno-melancholijnej atmosfery.

Film należy do gatunku psychologizujących body horrorów. Nie ma tutaj mowy o wartkiej akcji i straszeniu widza jump scenami. Zabrakło także – na szczęście – miejsca na tanie efekciarstwo. Zamiast tego mamy umysł, pragnienie, żądzę i przemianę wyrażone smutkiem i tęsknotą o metalicznym posmaku. Gwiazdy w oczach to produkcja stonowana, przytłumiona, zimna i zarazem brutalna. Bezwzględne akty barbarzyństwa, których jesteśmy świadkami, stanowią efekt zbyt długo tłumionych negatywnych emocji, które nagle ktoś uwolnił. Całość dopełnia prosta melodia – dźwięk pozytywki, który doskonale oddaje ideę naiwności dziecięcych marzeń, które zostały wypaczone przez rzeczywistość i przepoczwarzyły się w chore ambicje.

 

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com