Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Demoniczna roślinka i naziści

Gdzie znaleźć ożywszy powiew mogący rozwiać nadciągającą zewsząd jesienną melancholię? Ano na pewno w szwajcarskim, przeklętym domu, pełnym skazanych na wieczne cierpienie dusz. Jeśli więc, tak jak i ja, poszukujcie urozmaicenia, gotowego wyrwać was ze szponów marazmu, po Guy N. Smitha sięgajcie w ciemno.

Autor od pierwszych stron każe nam zachwycać się pięknymi okolicznościami przyrody, w których – dosłownie i w przenośni – zakwitło zło. Otóż to właśnie tutaj, w La Maison des Fleurs, ukrywa się, wyspecjalizowany w torturowaniu wrogów Hitlera Reichenbach, który kontynuował swoje „dzieło” jeszcze przez wiele lat po zakończeniu wojny i upadku swojego FĂźhrera. W momencie, gdy go poznajmy jest już słabym, zasuszonym staruszkiem, którego w końcu dosięga sprawiedliwość. Zostaje wytropiony i ginie z rąk jednej ze swoich niedoszłych ofiar: członka francuskiego ruchu oporu. Nieszczęsny Lautrec niezbyt długo napawa się jednak dokonaną po latach zemstą. Dom, w którym mieszkał sadystyczny nazista, okazuje się bowiem żyć własnym życiem i bardzo chętnie „przygarnia” kolejną znękaną duszę do swojej krwawej kolekcji. Po tym dosyć dosadnym wstępie, doskonale zdajemy sobie już sprawę z czym w Szatańskim pierwiosnku będziemy mieć do czynienia. Od razu więc współczujemy każdemu, kto miałby się kiedykolwiek do diabelskiej willi Reichenbacha wprowadzić. A na to oczywiście nie musimy długo czekać, bo chociaż owiana złą sławą jest przecież architektonicznym cacuszkiem, i żaden handlarz nieruchomości nie zechce takiej okazji przepuścić.

W pewnym sensie akcja powieści rozwija się w dosyć typowy i przewidywalny sposób. Będący w zaniku instynkt samozachowawczy i ogromna naiwność charakteryzujące bohaterów horrorów nikogo tutaj nie dziwią. Ci, którzy wprowadzą się do nawiedzonego domu będą na początku, tak jak się spodziewamy, mimo koszmarnego samopoczucia, zawzięcie ignorować ostrzeżenia. A następnie, gdy (przynajmniej cześć z nich) zrozumieją z czym tak naprawdę mają do czynienia będą się zachowywać tak, jakby liczyli na to, że złe moce może się w końcu nimi znudzą i im odpuszczą. Czytelnik przyzwyczajony do tego, że towarzyszy tego typu bohaterom do samiutkiego, tragicznego końca da się jednak Smithowi zaskoczyć. Autor nie bawi się bowiem w budowanie suspensu, a rwąca z kopyta akcja sprawia, że w tej niedużej książeczce wystarczyło miejsca na podwójną konstrukcję narracyjną. Gdy jedna rodzina zapłaci więc już najwyższą cenę za przeniesienie diabelskiej willi ze Szwajcarii do USA, kupi ją kolejna, która przetransportuje budynek do Wielkiej Brytanii. Tam oczywiście koszmar zacznie się od początku, a nowi właściciele, równie naiwni jak poprzedni biznesmen, będą główkować nad tym, jak wyplenić z domu mieszkające w nim zło. Jak się łatwo domyślić: bez powodzenia.

Oczywiście nie ma się co oszukiwać, to nie jest literatura wysokich lotów. Nie znajdziecie tutaj oryginalnej fabuły, nieszablonowych postaci, wymyślnego stylu, ani ambitnego rozwiązania. Szczerze mówiąc, zakończenie sprawia wrażenie niedbale nabazgranego na kolanie, tak jakby Smith nie miał na nie pomysłu, ale musiał dotrzymać terminu. Do sztampowych i dosyć pobieżnie naszkicowanych postaci trudno się przywiązać, więc niekoniecznie pozostaną na dłużej w naszej pamięci. Ale nie czarujmy się to horror klasy B, dlatego ewentualne rozterki bohaterów i tak nikogo nie interesują. Naszą uwagę przykuwa głównie okrucieństwo demona (?) z gnijącą twarzą i drastyczne opisy tortur, które nawet jeśli tego nie chcemy, swoim przerysowaniem pobudzają wyobraźnię. Założę się, że podczas lektury nie tylko ja podejrzliwie zerkałam na parapet lustrując wzrokiem tkwiące tam roślinki i nie tylko ja zaczęłam wyczuwać wokół siebie, paraliżujący zmysły, odór zgnilizny. Oczywiście niewiadomego pochodzenia! I chociaż Szatański pierwiosnek nie przeraża (na pewno nie tak, jak wtedy, gdy jako dzieci czytaliśmy go schowani pod kołdrą z latarką w ręku), to nadal odnajdujemy w nim niepowtarzalną atmosferę, która nie pozwala nam odłożyć książki zanim nie dotrzemy do ostatniej strony.

Mimo iż powieść Smitha lata świetności ma już dawno za sobą, to jako literatura rozrywkowa nadal sprawdza się doskonale. W sumie trudno mi uwierzyć w to, że do tej pory nikt nie zdecydował się przenieść tej historii na szklany ekran.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com