Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wieczór z rekinem #19 Sześciogłowy rekin-coach udający kraba? A czemu by nie!

Dzisiaj na tapecie ostatni jaki powstał – póki co – film o wielogłowym rekinie. Przyznam wam się, że nie było mi z tą produkcją za bardzo po drodze. Kilkukrotnie zaczynałam ją oglądać, ale że robiłam to wieczorami, za każdym razem zasypiałam gdzieś w połowie. Pewnie działo się tak dlatego, że początek jest trochę za bardzo przegadany. Zanim cokolwiek konkretnego zaczyna się dziać „musimy” poznać wszystkich bohaterów. Na szczęście (chociaż to dosyć względne w tym przypadku) w końcu udało mi się zobaczyć go w całości i, o dziwo, byłam mile zaskoczona. Po męczącej produkcji o pięciogłowym rekinie (#wieczórzrekinem16) nie spodziewałam się już po tej serii niczego strawnego. A okazało się, że reżyser (znany nam już z Planety rekinów #1 i Rekinów z plaży#13 Mark Atkins) sklecił coś co ma nawet składną fabułę i nie zionie od tego paraliżującą nudą.

Akcja filmu toczy się w Meksyku w rejonie Baja California na survivalowym obozie dla par, które próbują, mniej lub bardziej, naprawić to, co w ich związkach się popsuło. Uczestników warsztatów wszystko irytuje, nic im się nie podoba, kłócą się między sobą i dopiero, gdy ich druga połowa kończy w którejś z paszcz, najoryginalniejszego terapeuty wszech czasów, dociera do nich, że jest już zbyt późno, żeby cokolwiek naprawiać. I jak to w życiu bywa: dla niektórych to prawdziwa ulga, bo problem sam się rozwiązał, inni zaczynają żałować straconych szans itd. Nie ma jednak sensu roztrząsanie tego i udawanie, że ich dylematy mają cokolwiek wnosić do filmu. Kwintesencją i celem istnienia tej produkcji jest rekin. I to, jak widać, nie byle jaki.

Jak zapewne zdążyliście już zauważyć, kolejne części tej nietypowej serii, chociaż zbudowane są na identycznym schemacie, nie są ze sobą powiązane: nie powtarzają się w nich ani miejsca, ani bohaterowie. Także bestia za każdym razem jest inna. Nie ma się więc co łudzić, że sześciogłowe monstrum jest ulepszoną wersją, znanego nam już z poprzedniej części, pięciogłowego potwora. Świadczy o tym chociażby fakt, że wszystkie paszcze znajdują się tym razem w miarę tam gdzie powinny, czyli z przodu i po bokach. Najnowsza kreatura nie przypomina więc, tak jak to było w przypadku jej pięciogłowego kuzyna, nadmuchanej, gumowej rękawiczki. Zamiast tego przywodzi nam na myśl ogromnego kraba (albo skorpiona?), zwłaszcza w scenach, w których radośnie pląsa po plaży, w pogoni za wrzeszczącym jedzeniem. Jeśli nie jesteście w stanie wyobrazić sobie jak to jest możliwe, już śpieszę z wyjaśnieniem: używa  głów jako odnóży. Naprawdę warto zobaczyć tę produkcję dla takiej sceny!

Wielogłowe rekiny będąc efektami nieudanych eksperymentów albo błędami ewolucji, mają zdolności (przynajmniej niektóre) regeneracyjne, potrafią  standardowo strącać helikoptery (niektóre zatapiają nawet wyspy) i walczą ze sobą  o jedzenie, z zazdrością je sobie wyszarpując (jedna głowa może nawet ze złości odgryźć drugą). Normą jest także to, że mają problemy z utrzymaniem stałej wielkości (zależnie od ujęcia mogą mieć rozmiar „normalnego” osobnika, a czasami są gigantyczne). Sześciogłowy wyróżnia się na tle całej reszty tym, że w przeciwieństwie do nich (i Supersharka #17), gdy już wydostanie się na plażę, to nie pełza po niej niemrawo lecz dumnie po niej kroczy (jak Ośmiorekin #18). Nie tylko rekin mimo swej całej tandetności i kiczu wypada tutaj dobrze. O dziwo także aktorzy dają radę (może poza dwoma wyjątkami). Nie zachowują się jak ludzie z łapanki za karę wrzuceni na plan, ale naprawdę jak AKTORZY, którzy wiedzą co robią i po co się tutaj znaleźli.

Sześciogłowy rekin atakuje mocno  nawiązuje do pierwszej części serii (czyli do przygód dwugłowego rekina #6), gdzie bohaterowie również miotali się między wyspą a statkiem. Tyle tylko, że w tamtej części podziwialiśmy głównie średnio rozgarniętych nastolatków, a w tej dorosłych z problemami. Nie zmienia to oczywiście faktu, że  wszystkie tego typu  filmy skierowane są przede wszystkim do widzów odpornych na absurd i głupoty oraz uwielbiających kiczowate, zmutowane rekiny. Podsumowując: żałosne, niespektakularne i mało kreatywne sceny zgonów (chociaż rekin, który w samoobronie rzuca swoją odgryzioną głową w latarnię naprawdę daje radę), tandetne i chałowate CGI, narysowana woda w podwodnych ujęciach, „inteligentna” i żarłoczna bestia, rozgarnięci ludzie na planie, niezły pomysł na fabułę, poziom techniczny i zdjęcia, jak na taki film naprawdę ok.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com