Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Zima w Wilczych Dołach

Nic, co do tej pory wyszło spod pióra Anny Kańtoch mnie nie zawiodło. Dlatego bez najmniejszych oporów zabrałam się za jej Tajemnicę godziny trzynastej, czyli trzecią już część młodzieżowego cyklu fantasy o przygodach nastoletniej Niny. Dobrze, że z góry założyłam, że się od książki nie oderwę i nie zaplanowałam innych rzeczy do zrobienia, bo jak usiadłam, tak przeczytałam. A szalejąca za oknem śnieżyca i dający się we znaki mróz tylko ułatwiły mi sprawę, ponieważ pozwoliły nieco lepiej wczuć się w sytuację uwięzionej w zimowej pułapce bohaterki.

Każdy, kto zapoznał się już z poprzednimi tomami (Tajemnica diabelskiego kręgu i Tajemnica nawiedzonego lasu), wie, że nasi bohaterowie żyją w latach pięćdziesiątych, kiedy to Polskę, wciąż z trudem odbudowującą się po wojnie, nawiedziła przedziwna „plaga”. Otóż spadł na nią deszcz istot, które do złudzenia przypominają anioły. Rządzący krajem komuniści wyłapują i zamykają przedziwnych przybyszy, a za pomoc udzieloną owym „skrzydlatym agentom Watykanu” grożą srogie kary. Jak to jednak w życiu bywa, nic nie jest czarno-białe i nie można dać się zwieźć pozorom. Natura przybyłych do nas istot nie jest tak oczywista, jak się na pierwszy rzut oka wydaje, a i nie każdy komuch jest bezwzględnym okrutnikiem. Przekonuje się o tym Nina i jej przyjaciele, którzy naznaczeni anielską magią, nad którą nie za bardzo panują, stanowią łatwy cel dla czerwonych. Kiedy ich los, gdy zostają zamknięci w Instytucie Totenwald, wydaje się przesądzony, to z beznadziejnie wyglądającej sytuacji ratuje ich znienawidzony agent Lis. I od tej pory to również on, werbując dzieciaki do tajnych służb, czuwa nad ich bezpieczeństwem.

W Tajemnicy godziny trzynastej grupa przyjaciół – Nina, Jacek, Tamara i Hubert – zostaje wysłana na ferie zimowe do Wilczych Dołów w Bieszczadach. I chociaż miał to być czas, w którym będą szkoleni m.in. z walki wręcz, coś najwyraźniej idzie nie tak, gdyż historia zaczyna się w momencie, w którym Nina niczego nie pamiętając budzi się w starodawnym stroju w opustoszałym pałacyku. Szybko okazuje się, że nie tylko w pałacyku nie ma żywego ducha, ale wymarłe jest całe miasteczko. Na dokładkę wszystko zasypał śnieg, który jak na złość nie chce przestać padać. Dziewczynka nie może się więc z odciętej od świata, górskiej miejscowości wydostać, jest zmarznięta i przerażona, a otuchy nie dodają jej zalegające wszędzie ulotki informujące o tajemniczym wydarzeniu, które miało miejsce 26 lutego o godzinie trzynastej. Co się tutaj stało? Dlaczego niczego nie pamięta? Gdzie się podziali wszyscy mieszkańcy? Szukając odpowiedzi i próbując przy tym ani nie zamarznąć, ani nie umrzeć z głodu, Nina nie ma niestety pojęcia, że zostało jej bardzo mało czasu na to by mogła się uratować. Do Wilczych Dołów zbliża się bowiem coś wyjątkowo bezwzględnego i niebezpiecznego…

Ogromnym atutem bohaterów skonstruowanych przez Annę Kańtoch jest to, że nie są to postacie czarno-białe. Chociaż działania mieszkańców miasteczka mogą wydawać się nam niezrozumiałe i egoistyczne, to jednak ich intencje nie do końca są złe, także kolejni dziecięcy bohaterowie mają nie tylko zalety, ale i wady. Wyraźnie widać to na przykładzie Niny, która co prawda tym razem co chwilę nie płacze i nie histeryzuje, ale za to wykazuje się brakiem wyczucia w kontaktach międzyludzkich. Nawiązywanie relacji wyjątkowo jej nie wychodzi. Oczywiście nie można dziewczynie odmówić empatii, inteligencji, spostrzegawczości, bystrości i detektywistycznego zacięcia. To, że nie jest doskonała, nie przeszkadza jej w byciu wyjątkową i osiąganiu różnych sukcesów. Przede wszystkim czyni ją jednak prawdziwą. Nie czujemy w niej fałszu, bo oprócz tego, że Nina często znajduje się w centrum zamieszania związanego z aniołami, bestiami i magią, to żadna  z niej superagentka. To przede wszystkim zwyczajna trzynastolatka, która ma problemy podobne do tych, które ma większość dorastających dziewczynek.

To, co podkreślałam już recenzując poprzednie tomy, i co niezmiennie mi się podoba, to to, że Kańtoch nie lukruje rzeczywistości. Zamiast tego funduje młodemu czytelnikowi przeżycie prawdziwych, nie zawsze przyjemnych, emocji. Nie udaje, że śmierć nie istnieje i nie dotyka dzieci, że ludzie, którym ufamy nie oszukują, a ci których uważamy za potwory nie zawsze są dumni ze swoich decyzji i nie przytłaczają ich wyrzuty sumienia. Dzięki temu opowiedziana przez nią historia nie sprawia wrażenia naiwnej, a  czytający ją nastolatek czuje, że jest traktowany poważnie. To samo sprawia również, że po książki z, co by nie mówić, młodzieżowego cyklu chętnie sięgają także dorośli.

W Tajemnicy godziny trzynastej, żeby tym razem troszkę nas zaskoczyć i nie iść wciąż tym samym, utartym szlakiem, autorka zmieniła sposób prowadzenia fabuły, przeplatając retrospekcje z teraźniejszością. Ograniczyła także znacznie ilość bohaterów. Ci, którzy do tej pory towarzyszyli Ninie, częściowo zeszli na drugi plan. Kańtoch nie zmieniła jednak kluczowych elementów składających się na powieść. Mamy więc i tutaj odosobnione miejsce, tajemnicę do rozwikłania, niezidentyfikowane, realne niebezpieczeństwo i jasny przekaz o sile przyjaźni. W moim odczuciu, chociaż nie można odmówić historii mrocznego klimatu, to jednak tym razem baśniowej grozy jest znacznie mniej niż w poprzednich częściach.

Cóż mogę więcej powiedzieć? Uwielbiam niczym nieograniczoną wyobraźnię, która pozwala tworzyć w każdym szczególe dopracowane, niebanalne i fascynujące światy. Lubię autorów, którzy nie chodzą na skróty i liczą się z czytelnikiem. M.in. dlatego z czystym sumieniem mogę Annę Kańtoch i jej serię polecić.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

 

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com