Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


19. Groza dla dzieci i młodzieży. Sticky Pines: Miasteczko grozy

Nie jestem grupą docelową czytelników, ale bawiłam się podczas lektury PRZEŚWIETNIE. Nie przesadzę jeśli napiszę, że Tajemnicę Wielkiej Stopy pochłonęłam z wypiekami na twarzy! Sprytnie uknuta intryga, upiorny klimat rozładowywany przez elementy humorystyczne, nietuzinkowe postacie i tajemnice, skrywające jeszcze większe tajemnice, okazały się tym, czego akurat potrzebowałam. Aż trudno uwierzyć, że to debiut!

A jak ze strasznością? W moim odczuciu jest bardziej przygodowo. Elementy grozy nie zdominowały historii, mimo że na kartach książki spotkamy włochate monstra, pozbawionych empatii „lekarzy”, „armię” bezwzględnych klaunów i jesteśmy świadkami potwornej transformacji, a dzieci same (nocami!) szukają w lesie kłopotów.

***

Wiecie, kto dynda na samym dole w hierarchii poszukiwaczy kryptyd? SASQUATCHOMANIACY. Dlatego główna bohaterka książki, Lucy, jest oburzona, gdy ktoś podejrzewa ją o to, że tropi Wielką Stopę. Przecież nie zajmowała by się tak niepoważnymi dziwactwami, w sytuacji, gdy mieszkańcy Sticky Pines znikają bez śladu!  Lucy jest pewna, że zostali porwani przez UFO i ma zamiar udowodnić to wszystkim niedowiarkom. Pewnej nocy wymyka się więc z domu, by zdobyć ostateczny dowód na poparcie swojej teorii. Niestety nic z tego. W trakcie pogoni za tajemniczymi światłami (!), staje twarzą w twarz z wielkim, włochatym potworem (Wielka Stopa?!) i zostaje rażona piorunem (!). Czy można mieć większego pecha? Można. Świśnięty rodzicom aparat fotograficzny, nie miał szans przetrwać tej eskapady, więc nici z dowodów….

Nie wszystko jednak stracone. Tej samej nocy – w celach artystycznych – do lasu wymyka się także Milo, chłopiec który dopiero co przeprowadził się do miasteczka. Polując z aparatem na błyskawice trafia na oszołomioną Lucy. Możliwe nawet, że udało mu się przypadkowo sfotografować więcej niż myślał! Tych dwoje postanawia połączyć siły i wspólnie odkryć co się tutaj wyprawia. Okazuje się bowiem, że mieszkańcom Sticky Pines grozi przeogromne niebezpieczeństwo i to z najmniej oczekiwanej strony.

Tak już jest, że dzieci nikt nie słucha, zwłaszcza takich  ja Lucy, ciągle mających jakieś zwariowane pomysły i wciąż popadających w tarapaty. Dlatego dziewczynka, gdy w końcu trafia na trop lepiej (i słodkiej) afery, to za nic nie odpuszcza. Bo przecież gdy zdobędzie dowody, dorośli wreszcie zaczną traktować ją poważnie i będą musieli się przyznać, że to oni – ignoranci – byli w błędzie! Gdy jednak nasza bohaterka dowiaduje się, przynajmniej częściowo, co się dzieje w Sticky Pines, odkrywa jeszcze jedno: że prawda, której tak bardzo pragnęła, czasami bywa niebezpieczna i nie zawsze wyzwala. Dowiaduje się także, że to co pozostaje ukryte, często jest takie nie bez powodu. To dla niej bardzo ważna i zarazem kosztowna lekcja. Będzie musiała bowiem wybrać między dążeniem do raz obranego celu, a poświeceniem go. Ani dla niej, ani dla czytelnika, który będzie próbował postawić się w jej sytuacji, nie będzie to łatwa decyzja.

I jest to jeden z elementów historii, który bardzo przypadł mi do gustu. Lucy nie jest tutaj pokazana jako niezłomna i nieomylna heroska. Oczywiście nie możemy odmówić jej tego, że jest odważna, zdeterminowana i potrafi rozwiązywać problemy, ale zdarza jej się także mieć wątpliwości, np. waha się gdy ma wybrać między tym co słuszne, a realizacją marzeń. To sprawia, że młodszemu czytelnikowi łatwiej się z nią identyfikować i dodaje mu zarazem otuchy. Bo okazuje się, że wewnętrzne rozterki przytrafiają się każdemu i są czymś zupełnie naturalnym.

To nie jedyny powód dla którego warto po tę książkę sięgnąć, ponieważ Dashe między wierszami przemyca jeszcze wiele wartościowych treści. Tak więc: warto słuchać intuicji, poświęcić się pasji działania i stawiać na przyjaźń pomimo różnic, poza tym potworem może okazać się nie tylko bestia z ośmioma pająkowatymi kończynami, ale również biznesmen w doskonale skrojonym garniturze. Co ciekawe, chociaż nie jest nadmiernie wyeksponowany, znajdziemy tutaj również wątek ekologiczny dotyczący produkcji przemysłowej, wypierającej tradycyjną oraz dosyć trudną relację z rodzicem, który rozczarowuje i przestaje być wzorem dla swojego dziecka (jestem bardzo ciekawa jak ten arcytrudny motyw zostanie rozwinięty w kolejnych częściach).

Tajemnica Wielkiej Stopy, ma to „coś”. Przekonały mnie i senne miasteczko, nadprzyrodzone zjawiska, sympatyczni bohaterowie i podejście do trudnych tematów. Dashe świetnie poradziła sobie z wyważeniem kolejnych elementów, dzięki czemu snuta przez nią opowieść czyta się wręcz sama. Przyśpiesza tam gdzie trzeba i tam gdzie trzeba przystaje, czytelnik nie dostaje więc ani zadyszki, ani się podczas lektury nie nudzi. Warto wspomnieć, że także dorosły czytelnik znajdzie tutaj specjalnie dla niego przygotowane smakołyki, jak chociażby cytat z Miasteczka Twin Peaks. Książka przede wszystkim skierowana jest do tych dzieci, które lubią rzeczy trochę dziwaczne i straszne, ale, jak to trafnie ktoś ujął, są jeszcze za małe na Stranger Things.

P.S. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to wyjątkowo uparty chochlik, który postanowił, że zaznaczy swoją obecność w tekście.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com