Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Animal attack w skali mikro

Najnowsza książka Tomasza Siwca, to nie tylko opowieść o zmutowanych, żarłocznych owsikach, ale także o wyższości jabcoka nad tanim piwem, i o tym, że największym pasożytem na tej planecie jest jednak człowiek. Bo to przez jego zachłanność, chciwość i brak wyobraźni, mieszkańców Suchej Beskidzkiej (a jakże!) zaatakowała kolejna, tym razem śmierdząca, zaraza.

Jak widać na załączanym obrazku, okładka dosyć dobrze targetuje odbiorcę. Ludzie o słabszych żołądkach na pewno odwrócą od niej wzrok z obrzydzeniem, chcąc jak najszybciej zapomnieć o tym, że coś takiego w ogóle powstało. Otrzaskani bojach i głodni (chociaż nie jest to raczej właściwe słowo) rzygowo-fekaliowych wrażeń  z radością zatopią się w lekturze, by po odłożeniu książki na półkę stwierdzić, że czują się jakby ich ktoś wytarzał w wyjątkowo ohydnym szambie. Czyli zgodnie z oczekiwaniami – bo co jak co, ale trzymanie się granic normy jest nam obce.

Historia, wijących się, białych „robaczków zaczyna się, gdy pracownik oczyszczalni ścieków, bojąc się, że zostanie przyłapany na braniu łapówek za nielegalne przyjmowaniu „towaru”, podejmuje, delikatnie mówiąc, kiepską decyzję. W panice usuwa dowody zbrodni – czyli nadmiar guana pochodzącego z ośrodka TESTUJĄCEGO różne świństwa NA ZWIERZĘTACH – do rzeki. A stamtąd, wraz z morderczą zawartością, trafia ono do wody pitnej. Każdy, kto po feralnej nocy, zrobi sobie rano kawę albo przepłuka usta, po paru godzinach zacznie odczuwać mdłości i dziwny ruch w podbrzuszu…Potem będzie już tylko gorzej, dosadniej i okrutniej.

Gwarantuję wam, że po lekturze nie będzie chciało wam się jeść, pić, ani nawet kąpać. Będzie was tylko wszystko niepokojąco swędzieć. Siwiec znów udowodnił, że kraina w której mieszka to przedsionek piekła, nie mlekiem i miodem, lecz krwią i goownem płynąca. Nie potrafię wciąż wyjść z podziwu nad odwagą ludzi, którzy mimo wszystko nadal tam mieszkają.

P.S. Owsiki, można potraktować jako, prostą, rozrywkową historyjkę, podczas czytania której bezkarnie pośmiejemy się z bezradności wojska, szalonego księdza, niewiernych mężów, taplających się w kupie emerytów albo chodzących w zasikanych portkach meneli. Ale wierzcie mi, że jest w niej coś więcej: obok żartu znajdziecie w niej także „nieco” eko pesymizmu. Tomek, po raz kolejny ostrzega nas, że jeśli nie zmienimy swojego rabunkowego podejścia do natury, to nawet nie zauważymy, że nasz świat się już dawno skończył.

Od siebie dodam jeszcze tylko, że tym, którzy testują kosmetyki na zwierzętach sama zaaplikowałbym zmutowane owsiki, a tym, którzy takowe kupują, kazałabym na to patrzeć.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2021 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com