Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Ku czci Królowi Grozy, czyli peany na cześć Kinga

„Lektura powieści pod wieloma względami przypomina długi satysfakcjonujący romans (…). Z opowiadaniami sprawy mają się zupełnie inaczej: opowiadanie przypomina ukradkowy pocałunek w ciemności z nieznajomym. To oczywiście nie to, co romans lub małżeństwo, ale pocałunki tez są bardzo miłe, ich efemeryczność zaś sama w sobie stanowi nie lada atrakcję.” [S. King, Szkieletowa załoga]

Wydawnictwo Gmork przygotowało nie lada gratkę dla fanĂłw Stephena Kinga: antologię opowiadań, będąca wyrazem podziwu dla twĂłrczości Legendy z Maine. Na „Pokłosie” złoĹźyło się w sumie: 5 piĂłr, 7 opowiadań i 1 Wspaniały. Pomysł dotyczący kształtu, jaki ma przyjąć wyraĹźanie uwielbienia, jest naprawdę świetny. Bo czy istnieje większa forma uznania dla pisarza, niĹź stanie się inspiracją, rozbudzanie wyobraĹşni kolejnych twĂłrcĂłw i pokoleń? Dotarcie praktycznie pod kaĹźdą „strzechę”?

JuĹź sama okładka – autorstwa Darka Kocurka – przykuwa wzrok. To enigmatyczne zaproszenie do świata, w ktĂłrym  spoĹźyjemy dania w sosie z KrĂłla. Kolejni autorzy stworzyli teksty zróşnicowane fabularnie, tematycznie, prezentując odmienne style. KaĹźde dzieło jest autonomiczne. Nawiązania z ktĂłrymi się w nich spotykamy są bardziej lub mniej oczywiste. Wspaniałą Gmorkową antologię przeczytałyśmy obie. Na przystawkę otrzymałyśmy wstęp spisany przez naszego „polskiego Kinga”, czyli - nomen omen – Stefana(!) Dardy. Gdy rozsmakowałyśmy się w jego tekście, wciąż głodne, zachłanne zanurzałyśmy się coraz głębiej, bo tam przecieĹź czekają same smakołyki tajemnicze i efemeryczne niczym pocałunek grozy.

CHYBA, Marek Zychla

Opowiadanie rozpoczyna monolog kobiety, ktĂłra nie lubi wracać wspomnieniami do wydarzeń sprzed lat. Zanurza swĂłj umysł w codziennych sprawach i nie myśli o tym, co było, bo niby po co wciąż o tym rozmyślać. Przeszłości nie da się zmienić, moĹźna ją tylko odtwarzać, dlatego lepiej zająć się Ĺźyciem: odprawić bliĹşniaczki do koleĹźanek, a samej jechać do centrum handlowego. Kobieta jest znudzona, męczona i zła na przeszłość. Zakupy stanowią dla niej ucieczkę oraz ukojenie. Jednak dzisiejszego dnia, w centrum handlowym wydarzyło się coś niezwykłego… Teraz kobieta będzie musiała odbyć dziwną podróş, niepokojącą i niebezpieczną.

poklosie-kopula2

Alicya Rivard: Marek Zychla zbudował grozę opartą na tajemnicy, jej powolnym odkrywaniu. Wykorzystuje zwyczajną przestrzeń miejską, centrum handlowe, by wydobyć z niej to, co najstraszniejsze, czyli obojętność tłumu.  Dlaczego wśrĂłd ludzi czujemy się bezpiecznie skoro wszyscy patrzą, a nikt nie przybiegnie z pomocą? Tłum gromadzi się, bo łaknie kontrowersji, ale nie chce czuć się nią zbrukany – proszę zetrzeć krew i otworzyć kasy, nie przeszkadza nam bałagan. Widzieć bĂłl, to nie to samo, co go czuć. Zakończenie opowiadania przynosi jeszcze jedną myśl: człowiek moĹźe mieć zdolność przekraczania granic, a rzeczywistość nie koniecznie składa się z jednego wymiaru. „Chyba” to opowiadanie róşnorodne, sprawnie napisane, pełne grozy i napięcia. Fabułą nie jest dogłębną analiza, ani psychoanalizą, a poruszającą i niepokojącą historią kobiety, ktĂłra doświadcza transgresji. Stworzony przez Zychla świat, to rzeczywistość bardzo oniryczna, poza czasem, bliska, a jednocześnie niepokojąco obca – wszystko tu „chyba” jest: „słowa są po to, by pomĂłc nam coś zrozumieć, a przecieĹź nie wszystko trzeba opisać. Nie wszystko da się opisać (…)” /s 37/.

Alicya Oss: Jak sam tytuł wskazuje opowiadanie te jest przesycone wątpliwościami. Ani bohaterka – Amy Gallagher – ani czytelnik, bardzo długo nie mogą z całkowitą odpowiedzialnością stwierdzić, Ĺźe „mają pewność”. Świadomość bohaterki z jednej strony rwie się, jak przeleĹźała nić, a z drugiej trwa, jak zacięta płyta, zdolna powtarzać tylko jedną kombinację dĹşwiękĂłw – w nieskończoność. Ta dwoistość Amy, budzi zamęt w głowie czytelnika, ktĂłry chce wszystko ułoĹźyć i zracjonalizować. Zarazem fascynuje go sposĂłb, w jaki ta postać, dzielnie szyje swoją codzienność z ułamkĂłw rzeczywistości, z kawałkĂłw nici i urwanych dĹşwiękĂłw. Z czasem następuje etapowe obnaĹźanie postaci – powoli poznajemy główną bohaterkę, jej wyrzuty sumienia, wyparcie i sens ucieczki w kompulsywne zakupy. Zaczynamy rozumieć.

Najistotniejszym aspektem utworu Zychla, jest to, że udało mu się przykuć uwagę czytelnika tym, co w życiu bohaterki, a zarazem w opowiadaniu jest nieobecne. Skupił naszą uwagę na tej dziwnej pustce wokoło niej. Od początku czujemy, że to co nam pokazuje jest istotne. Naprawdę świetny zabieg.

Autor zderza nas z pograniczem światów, wyrzuca gdzieś na obrzeża myśli, tam gdzie zło, które zjada niewinność, zostawia po sobie trwały ślad.  Zychla zabrał nas w podróż po sprawach ostatecznych, bardziej ostatecznych niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. I w wyjaśnieniach tej ostateczności, czegoś mi zabrakło. Może lepiej było nie ruszać parawanu?

TO NIE TO!, Kacper Kotulak

Jest wczesne popołudnie. Adam wraca ze szkoły przez ponure blokowisko pełne kałuż, brudu i chłodu betonu. Umówił się dziś z chłopakami, żeby pograć w piłkę na okrąglaku. Niestety dziś musi również odebrać młodszego brata z podstawówki, dlatego postanowił skrócić sobie drogę idąc przez osiedle, mimo iż mama wyraźnie kazała mu iść inną drogą, by zaoszczędzić trochę czasu.  Gdy dociera do szkoły po brata, mija na korytarzu klauna, co wydaje mu się dość dziwne. Jego twarzy niby zabawnej, a jednak niepokojąco nieprzeniknionej, nie zapomni do końca życia, w końcu to ten klaun zabił jego brata. Pisarz zbiera swoich czytelników do cyrku, pod namiot wypełniony światłami reflektorów i zapachem świeżego popcornu, by za chwilę przekształcić tą magiczną atmosferę w koszmar, niemożliwą do zatarcia skazę na psychice /s 46/.

poklosie-klaun

Alicya Oss: Drugie opowiadanie zaczyna się z przytupem: bez ceregieli czytelnik zostaje rzucony w świat rodem z sennego koszmaru. Niby wita nas kolorowa maska klauna, jegomościa w za duĹźych butach, ktĂłry rozdaje zwierzątka z balonikĂłw, ale nie dajemy się oszukać, przecieĹź kaĹźdy wie, Ĺźe klauny są złe. Początkowy nastrĂłj grozy, niepokoju i oczekiwania na kolejne makabryczne zbrodnie ulega szybkiemu przetworzeniu. Autor przenosi ciężar utworu odwracając perspektywę. Kotulak pozwolił nam zgłębić myśli potwora, poznać jego motywacje i zasady rządzące jego światem. Gdy Adam Kowal napędzany złością postanawia, pomścić swojego brata, morderczy klaun z prześladowcy staje się ofiarą. Tekst ma w sobie ogromny ładunek humorystyczny, a jego wydĹşwięk jest słodko-gorzki: bo z jednej strony czas potworĂłw juĹź bezpowrotnie minął (nie potrafią się one odnaleźć we współczesności) i powinniśmy się z tego cieszyć, ale z drugiej jednak okazuje się, Ĺźe jak kaĹźda fucha w naszym kraju – nawet bycie potworem – łatwa nie jest. Zawsze moĹźna zarobić kosą, albo kijem bejsbolowym, narazić się brutalnym dzieciakom, albo ruskim klownom z cyrku… Polskiemu Pennywisowi, czyli Rintincurry’emu, lekko nie jest.

Autor zgrabnie wykorzystuje narzędzie urywania wątku i enigmatycznej zapowiedzi dalszej akcji, podsycającej ciekawość czytelnika. Podobało mi się także puszczenie oczka do czytelnika: dwóch policjantów Jastrzębski i Orłowski – drapieżne ptaki o stępiałych nie tylko szponach ale i wzroku. Udało mu się także osiągnąć nieosiągalne  -  w pewnym momencie zaczynamy współczuć złu. Żal nam monstrum, które nie może wywiązywać się ze swoich obowiązków i postępować w zgodzie z własną naturą. Nie wydaje mi się jednak, że mimo całego pecha, jaki spotyka antybohatera, ktoś kto ma fobię na klauny, po lekturze nagle przestanie ja mieć. I całe szczęście.

Alicya Rivard: Powraca odwieczne pytanie: czy klaun ma na twarzy uśmiech, czy groteskowy grymas? Chłopiec coś widział, był tego pewien: klauna ze szponami wystającymi z rękawiczek. Morderstwo brata staje się momentem, gdy świat dziecka traci swoją niewinność. Chłopiec, zagubiony w tej dziwnej sytuacji, próbuje jakoś zrozumieć co się stało i dlaczego dorośli mu nie wierzą. Adam zostaje pozbawiony najcenniejszej rzeczy na świecie, a jego dzieciństwo legło w w gruzach. Klaun staje się nie tylko symbolem lęku ale i gniewu. Chłopiec nie jest jednak głównym bohaterem opowiadania. Autor zmienia perspektywę ukazywania biegu zdarzeń i oddaje głos również antagoniście, którego dość niejednoznaczny status ontologiczny prezentuje narrator. Potwór też ma głębię, może wolałby być kimś innym, jakimś psychopatycznym mordercą z siekierą, a nie tym kim jest, potworem żerującym na pokładach podświadomego lęku. Nikt nie dał mu jednak wyboru. ,,Cóż nikt nie wybiera kim się urodzi. Nie wszyscy mogą stać szanowanymi biznesmenami, lekarzami z pozycją albo wziętymi prawnikami. Niektórzy muszą urzeczywistniać najgłębsze lęki ludzi i uosabiać szeroko pojęte zło. Tak działa ten świat.” /s 59/  „To nie to!” jest więc nie tyle opowieścią grozy, czy horrorem, ale refleksyjną historią o tym, że czas potworów przeminął. Opowiadanie podejmuje tematykę trawestaji wątków horrorwych oraz jako jedyne lekko, ale porusza kwestię subwersji i odrzucenia społecznego. Autor wykorzystuje więc tani, prosty horror, który przekształca w nowoczesny remiks wątków i stylów.

ŚWINIAK, Juliusz Wojciechowicz

Jak najgorzej można spędzić swoje czterdzieste urodziny? Może w zatęchłej piwnicy, katowany przez druha sprzed lat. Nieoczekiwane pojawienie się dawnego niewidzianego znajomego, zmusza bohatera do odbycia sentymentalnej podróży do czasów dzieciństwa pełnego przetargów o gumy balonowe, jazd na BMXie i chłopięcych gangów, czyli lipca 1987 roku. Był to czas radości ze wspólnej przygody, gry w dołek, gdzie chłopcy stawali się muszkieterami z powieści Dumasa. Ciekawość to jednak pierwszy stopień do piekła, które dla grupki przyjaciół zawsze będzie kojarzyć się ze znalezieniem dziwnego roweru.

poklosie-rower-2

Alicya Rivard: Piękno całej historii tkwi w dziecięcych wspomnieniach, w poczuciu przemijania, sentymencie pomieszanym ze szczyptą teatralności i kroplą groteski. Wojciechowicz oddał piękny hołd „Christine”, zrobił tworząc historię będącą mieszanką grozy i brutalności, ale co najważniejsze zrobił to po swojemu. Wyjątkowo niepokojący jest w opowiadaniu moment, w którym Świniak jawi się jako twór, który nie może istnieć. Chroni dzieci przed złem, zabija dla nich, ale zło nie jest pojęciem płaskim, jednoznacznym. Rodzice niektórych dzieci są źli, ale co by zrobiły dzieci bez tych właśnie złych rodziców.

Alicya Oss: Niesamowicie intrygujący tytuł, spowodował, Ĺźe zĹźerała mnie ciekawość: bo kim lub czym jest tajemniczy ŚWINIAK? Szybko okazało się, Ĺźe jednak nie osobą (więc czym??), bo w tekście zapisano go małą literą. Biorąc pod uwagę, Ĺźe bohater – Lucek – na dzień dobry znajduje się w kiepskim połoĹźeniu: torturowany w piwnicy przez przyjaciela z dzieciństwa, zaczęłam snuć domysły o jakimś sennym koszmarze masarza. Ale to teĹź nie było to… Szybko porzuciłam dociekania, całkowicie wciągnięta w świat wykreowany przez Wojciechowicza. Co ciekawe w świat dwunastolatka z 1987 roku, gdy na podwĂłrkach (rany! wychodziło się na podwĂłrko!) krĂłlowały składaki i gumy Donald. Autor zręcznie – niczym sam King – zaprezentował nam wewnętrzny świat i problemy dziecięcego bohatera. Lucek i jego kat przenoszą się we wspomnieniach do dnia, w ktĂłrym podczas jednej z chłopięcych wypraw utracili niewinność i tym samym dzieciństwo. Na wysypisku śmieci znaleĹşli wtedy właśnie TO, dar z Caritasu… Autor odkrywa przed nami kolejne karty z przeszłości bohaterĂłw zrywające, jedna za drugą, zakłamane maski z twarzy rzeczywistości. Koniec końcĂłw TO przybywa na odsiecz torturowanemu bohaterowi, wprawiając czytelnika w coraz większe osłupienie.

STATS QUO, Paulina KrĂłl

Ewa budzi się w jakimś mieszkaniu, chyba jej, ale trudno stwierdzić. PrĂłbuje się ogarnąć i coś sobie przypomnieć. Tą dziwaczną amnezję zwala na karb przepracowania, ale to i tak nie tłumaczy wszystkiego. W jej Ĺźyciu zaczynają się nie zgadzać róşne rzeczy. PrzecieĹź miała męża, gdzie on jest? Nigdy nie była w Anglia, więc skąd fotki na komputerze? I jeszcze łapĂłwka… Wszystko to jakiś surrealistyczny koszmar,  w ktĂłry trudno uwierzyć. Podobnie czuje się  Paweł, gdy budzi się w celi więziennej. Nie pamięta co zrobił i jakoś nie pojmuje, Ĺźe odsiedział juĹź sporo swoje wyroku. PrzecieĹź to nie jest jego Ĺźycie. On przed chwilą był z Karoliną, świętowali rocznice.

poklosie-motyl

Alicya Oss: Po emocjach, które zrodziły się we mnie podczas lektury drugiego i trzeciego opowiadania należy się chyba chwila odpoczynku. Senna i leniwa atmosfera opowiadania Pauliny Król doskonale wywiązała się ze swojej roli. Autorka przedstawiła nam historię o alternatywnym życiu, pełną wewnętrznych przemyśleń bohaterów, dokonywaniach przez nich rozliczeń, losów które przecinają się lub nigdy nie mają okazji nawet się do siebie zbliżyć. Rozumiem ideę i przekaz opowiadania,  doceniam subtelność  spiętych wątków, zabrakło mi jednak w treści pazura, czegoś, co przykułoby moją uwagę. Opowiadanie wydało mi się wręcz przydługie (swoją drogą najdłuższe w zbiorze). Koniec nieco  rekompensuje oczekiwanie, więc warto być wytrwałym i do niego dotrzeć.

Alicya Rivard: Opowiadanie KrĂłl jest boleśnie realistycznym snem dwĂłjki ludzi. Tym samym autorka otwiera sobie drogę do zastanawiania się na alternatywnymi ścieĹźkami naszego losu. Doświadczenia „senne” bohaterĂłw pozwalają im zobaczyć, jak potoczyły by się ich losy, gdyby coś zmienili, zrobili inaczej. Tytuł opowiadania oznacza „obecny, niezmienny stan rzeczy”. Alternatywne losy bohaterĂłw mają za zadanie pokazać, jak istotne jest pokonywanie konformizmu, łamanie status quo, by otwierać przed sobą nowe moĹźliwości. KrĂłl ostatecznie konfrontuje czytelnika z aktualnym statusem bohaterĂłw, co przy powyĹźszych załoĹźeniach, powinno wywołać uczucie katharsis,  a co niestety nie wyszło aĹź tak dobrze. Opowiadanie pełne jest wielkich przemyśleń, szkoda, Ĺźe bohaterowie okazali się zbyt płascy i słabi, by je udĹşwignąć. „Status quo” niestety ma bardzo słabo zbudowane napięcie oraz grozę. Zakończenie rĂłwnieĹź pozostawi wiele do Ĺźyczenia – tyle stron oczekiwania na coś oczywistego. Autorka podejmuje ciekawy temat alternatywnych rzeczywistości, moĹźliwości sprzeciwiania się przeznaczeniu, Boga będącego determinacją i czasu, ktĂłry nie jest tylko kategorią umysłu. Przywołane teorie nie zostają jednak rozwinięte, a ich uĹźycie umotywowane fabularnie, są jak słowa rzucone na wiatr.

CIERNIOWY DWÓR, Jarosław Turowski

„Tej jesieni, pełnej smętnych i pochyłych promieni wiecznie zachodzącego słońca oraz opadających liści, przyszłość rysowała się wyłącznie w czarnych barwach. Więcej niż czarnych – tak mrocznych, że chyba byłoby lepiej, gdyby nie nastała żadna przyszłość. Dla Tracey bez wątpienia…” /s 232/. Dziewczynka zawsze kochała najbardziej matkę, bo ojciec już dawno przestał być tym, kim powinien. Stał się zimnym, zapijaczonym draniem, który beznamiętnie oznajmia jej, że ukochana matka umiera. W zranionym sercu dziewczyny szybko rodzi się pełno wielki plan naprawy.

poklosie-czlowiek

Alicya Rivard: Analizująca wszystko dziewczynka jest największą zaletą tego opowiadania. Dzięki niej można doświadczyć malowniczej jesieni, piękna i brzydoty tego świata, magii ukrytej tuż obok nas oraz całej ferii uczuć jakie dane jest jej przeżywać. To postać, którą łatwo polubić. Szybko więc jej dramat zaczyna oddziaływać na czytelnika. Dom, który jest całym światem dziewczynki, teraz obraca się w ruinę, wypełniają go krzyki i umieranie. Przychodzi moment, w którym Tracey nie ma już sił nieść ciężar rodzinnej tragedii, dlatego postanawia iść do Cierniowego Dworu. Jej plan okazał się jednak dobry tylko hipotetycznie, bo tak naprawdę wieczne życie, to tylko marna imitacja życia. Uciekając od jednego potwora, trafia się w ręce drugiego. W historii Tracey będzie więc wielka wędrówka, potwory, krew i śmierć, ale doświadczy się również przyjaźni, miłości i oddania. Turowski napisał historię, którą wielbiciele Kinga dobrze znają i kochają. Nie opowiada znanych wątków w jakiś inny sposób, ale doskonale zlepia je ze sobą tworząc ciekawą całość. Sprawia więc, że znana historia staje się zaskakująca, barwny język i wciąż gęstniejąca atmosfera sprawiają, że czyta się „Ciernisty Dwór” jakby sam Król go napisał. Przecież wszędzie są ścieżki do innych światów, ale nie każdemu jest dane nimi podążać.

Alicya Oss: Cieszyłam się tym tekstem od pierwszych zdań. Turowski zaprezentował nam opowiadanie doskonale wpisujące się w uniwersum Kinga: duszną atmosferą pełną niepokoju, klimatem grozy, „zwrotnością” akcji i końcowym zaskoczeniem. Stworzeni przez niego dziecięcy bohaterowie mają w sobie to wszystko, co mieć powinni: skłębione emocje, zadziorność i zagubienie. Mała Tracey nie ma lekkiego Ĺźycia, postanawia więc uratować umierającą matkę i siebie uciekając od ojca pijaka. Od babci szkolnego przyjaciela, Chrisa – występującej niejako w roli czarownicy – otrzymuje atrybuty, dzięki ktĂłrym przejmie władzę nad własnym Ĺźyciem. Zanim do tego jednak dojdzie, podejmie karkołomną wyprawę, uwieńczoną krwią i ogniem, gdzieś tam w mrokach Cierniowego Dworu, gdzie stykają się ze sobą róşne światy. Im dalej bohaterowie są od domu, tym większa otacza ich magia i tym bardziej upodabniają się do postaci z najlepszego – moim zdaniem – dzieła Kinga.

DEATH METAL, Kacper Kotulak

„Mówią, że havy metal to muzyka Szatana. Zazwyczaj mówią tak ci, którzy o heavy metalu nie mają bladego pojęcia. Ale czy jedno i to samo stwierdzenie może być durnym, krzywdzącym stereotypem i głęboką ukrytą, przerażającą prawdą zarazem?” /s 288/  „Dead metal” to opowieść o pewnej gitarze, a właściwie o pewnym chłopaku, który pragnął gitary, a takich w końcu jest niemało. Problem tkwił w tym, że owa gitara zawsze ponownie wracała do lombardu.

poklosie-gitara-2

Alicya Oss: Kacper Kotulak powraca do nas z kolejnym tekstem. Jego Death metal, jest najkrĂłtszym tekstem w antologii. Biorąc pod uwagę muzyczny epizod w karierze Stephana Kinga,  nie mogło zabraknąć tego motywu w zbiorze mu poświęconym. Tym razem gdzieś w Ameryce, pewien muzyk – Tommy – zakochuje się w diabolicznej gitarze wypatrzonej w lombardzie. Ta zdaje się odwzajemniać uczucie, gdyĹź wciąż na niego czeka: sprzedawana i odsprzedawana, niczym bumerang wciąż wraca na wystawę – z coraz to niĹźszą ceną. Bohater dopina w końcu swego i kupuje wymarzony sprzęt. Okazuje się, Ĺźe niektĂłrych marzeń nie warto spełniać i nie zawsze jest wskazane, by instrument miał duszę. Ta konkretna gitara: kręci, bałamuci, manipuluje i wpędza bohatera w coraz większe tarapaty. King ma niesamowity zmysł (umiejętność?) do odnajdywania grozy w przedmiotach pozornie niewinnych, niegroĹşnych. Nasi, polscy pisarze sprostali zadaniu i dali temu wyraz, tak w Świniaku, jak i w Death metalu.

Alicya Rivard: Historia lekka i krĂłtka, taka prosta miejska legenda, w ktĂłrej przedmiot chce zdominować swojego właściciela. Kotulakowi udało si stworzyć wiarygodną opowieść o opętaniu przez przedmiot, jednak w porĂłwnaniu do „Świniaka”, wyszło mu to nieco słabiej. Opowiadanie zawiera bardzo miły (dla mnie) akcent: autor porĂłwnał zło, do marketingu i sprzedaĹźy, w końcu to jedno i to samo – musi się kręcić…

FHABHTANNA, Marek Zychla

Znudzony swoją monotonną pracą oraz bezsensownym mechanicznym życiem mężczyzna popada w głęboki marazm, znajduje się praktycznie na granicy bezwiednej autodestrukcji. Wydaje się, że przymusowy (bezpłatny) urlop pozwoli mu od tego odpocząć. Mężczyzna nawet nie zdaje sobie sprawy, że za chwilę spotka psa, który odmieni jego życie w nieodwracalny sposób. Podarowany przez nieznajomego pies szybko zaczyna przejawiać dziwne zdolności.

poklosie-t

„Pies leży na podłodze, a na nim siedzi – chyba siedzi, bo w zasadzie ciężko stwierdzić – jakiś stwór najbardziej przypominający rozrośniętego koalę umorusanego błotem. Drugi, jeszcze większy, stoi nad nim z moim kapciem uniesionym nad głową (…)” /s 313/

Alicya Rivard: Marek Zychla napisał dziwną, fantastyczną opowieść, podróż, podczas której dokonuje się przemiana głównego bohatera. Mamy tu bóstwa, dziwne stwory, nimfy, pająki, magię i odrobinę chytrych poczynań.   to jakaś piekielna mieszanka Stephena Kinga i Jonathana Carrola. Zaburzenia psychiczne związane z depresją, koszmary senne, paraliż, fobie, lęki poczucie bezsensu, panika, samookaleczenie, utratę kontaktu z rzeczywistością, zatracenie poczucia czasu lub jego uwypuklenie. Ostatecznie końcówka opowiadania to prawdziwe preludium niepokoju i lęku. To jednak prawda, że strach to dziwne uczucie, taki nasz towarzysz życia, bez którego nie możemy funkcjonować, a który nieustannie stanowi dla nas zagrożenie – jak pies atakujący swojego właściciela. Historia ukazana przez Zychlę jest prosta, ale towarzyszy jej jakiś ogromny, tajemniczy emocjonalny ciężar.

Alicya Oss: Ostatnie słowo, naleĹźy do Marka Zychla. Opowiadanie zaczyna się wręcz bajkowo: samotny Polak na emigracji, na przymusowym, bezpłatnym L4 – z pracy, ktĂłrej nienawidzi (i po co było wyjeĹźdĹźać – te same atrakcje mamy w kraju) – staje się nagle właścicielem ciapowatego dobermana. I wszystko byłoby normalne, gdyby nie fakt, Ĺźe pies zna ludzką mowę.  Od momentu, gdy przemawia zaczyna się absurdalna jazda bez trzymanki. Fabuła tylko przez chwilę wydaje się brnąć w jakimś konkretnym kierunku i gdy tylko wydaje się nam, Ĺźe wiemy juĹź o co chodzi, nagle skręca zostawiając nas z ogromnym znakiem zapytania nad głową. Na szczęście bohater teĹź nie za bardzo wie, o co chodzi, podąża jednak ze swoim dziwacznym dream teamem (ni psem ale psem, spanielem-smokiem i kumplem Kubą) w kierunku nieznanego, zakręconego – jak świński ogonek. Zakończenie zaskakuje – bądĹşcie więc czujni podczas lektury. Tytułowa pluskwa ma bowiem znaczenie, chociaĹź jej sens objawia się bardzo powoli.

POKŁOSIE

Alicya Rivard: Czy „Pokłosie” zrealizowało swoje załoĹźenia? Cóş, częściowo tak. Mamy tu teksty wyjątkowe, dobre, ale i będące mocną pomyłką. Jednym z najlepszych jest „Świniak” Juliusza Wojciechowicza, czyli opowiadanie zainspirowane wątkami twĂłrczości Stephena Kinga, ktĂłre nie są powieleniem schematu lecz prĂłbą ich modyfikacji. Ten tekst stanowi najlepszy hołd dla Kinga. Doskonale poradził sobie rĂłwnieĹź z tematem Jarosław Turowski w „Ciernistym Dworze”. Owszem, zarzutem moĹźe tu być przeładowanie wątkami oraz nawiązaniami, ale to piękny fanfik, a to tłumaczy i usprawiedliwia wszystko. Z kolei trzecie najciekawsze opowiadanie w tej antologii to „TO NIE TO!”, ktĂłre wpisuje się w aktualne mainstremowe ujęcie horroru, bazujące na trawestacji figur tego gatunku. Dla tych trzech opowiadań warto wejść w posiadanie tej nietypowej antologii.

poklosie-zd1

Wydawnictwo Gmork kaĹźdą kolejną swoją publikacją pokazuje, Ĺźe moĹźna tworzyć piękne, dopracowane okładki, zachęcające, składające czytelnikowi obietnicę, ktĂłra potem realizowana jest przez treść książki. Patrząc na „Pokłosie” nie moĹźna przestać się wpatrywać w szczegóły okładki. Kolorystyka jest wyrazista i hipnotyzująca: głęboka czerwień tytułu oraz unosząca się w tle turkusowa mgła. Darek Kocurek, autor okładki, jako symbol antologii wybrał jednego z bohaterĂłw opowiadania stworzonego przez Juliusza Wojciechowicza. W końcu Stephena Kinga ma swoją Christine, tak „Pokłosie” musi mieć swojego Świniaka.  Odwracając książkę rĂłwnieĹź nie poczuje się zawodu, bo i z tyłu zadbano o szczegóły. Nad trzema długimi blurbami (Stefana Dardy, Łukasza Malinowskiego, Krzysztofa Maciejewskiego) dominuje mroczny potwĂłr czający się w miejskich kanałach. Okładka jest więc palce lizać. Grubość książki teĹź robi wraĹźenie, choć tym razem nie zawiera ona ilustracji, tak jak antologia „Wszystkie białe damy”, ale za to jest siedem utworĂłw na ponad trzystu pięćdziesięciu stronach, a to wielbicielom długich opowiadań robi smak na czytanie.

Alicya Oss: Niedawno miałam okazję czytać książkę, w ktĂłrej autorka naduĹźywała słowa „patchwork”. Wszystko w jej świecie było „patchworkowe” – do znudzenia. Mimo przesytu nie potrafię myśleć o niniejszej antologii inaczej niĹź właśnie jak o patchworku, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przed sobą mam bowiem fantastyczną mozaikę motywĂłw, kreacji i światĂłw, ktĂłre pozornie do siebie nie pasują, ktĂłre – takĹźe pozornie – nic z sobą nie łączy. A jednak – jest punkt wspĂłlny. Co waĹźniejsze taki z krwi i kości, ktĂłry od wielu lat otwiera przed nami drzwi, furtki i bramy do kolejnych światĂłw.

Nie interesuje mnie medialny szum, ktĂłry narĂłsł wokół tej książki, mieszanka zachwytu nad pomysłem i obawy o jego realizację: „Czy aby nie powstaną z tego nudne klony”. Skupiłam się na gotowym produkcie, dając się porwać do świata a’la Mistrz z Maine. I z całą stanowczością mogę powiedzieć, Ĺźe obawy były niesłuszne. Co więcej: sądzę, Ĺźe kaĹźdy znajdzie w tym zbiorze coś dla siebie. Fan odnajdzie tutaj swojego idola, ukrytego w kolejnych słowach, znaczeniach i grach literackich. „Zwykły czytelnik” przeczyta kilka świetnych warsztatowo i ciekawych tematycznie opowiadań. MoĹźe zachęcony lekturą sięgnie nawet po twĂłrczość KrĂłla? Myślę, Ĺźe King byłby z takiego hołdu zadowolony. W końcu, jako wyraz swoistej adoracji dla jego twĂłrczości powstała niezwykła mieszanka fascynujących opowieści, serwujących nam – trzeba to przyznać, solidną dawkę niebanalnych i wciągających historii. Nie ma więc na co czekać: tylko przetłumaczyć antologię i dostarczyć mu, najlepiej do rąk własnych.poklosie-hold

Książka została opatrzona wstępem przez Stefana Dardę, który twierdzi, że autorzy stanęli na wysokości zadania: nie tylko dobrze zrealizowali temat, ale również pokazali swoje umiejętności literackie. Faktycznie, niektórym się udało pokazać, że potrafią z godnym podziwu wyczuciem zainspirować się twórczością mistrza oraz wykazać się przy tym pokładami swojej kreatywności i umiejętnością budowania grozy. Przede wszystkim, tym najlepszym, udało się stworzyć dzieła, które z niezwykłą lekkością kradną nasz czas. Na pochwałę zasługuje u nich wykorzystanie charakterystycznych motywów prozy Kinga, które nie zostały powielone, ale przetworzone i  co najważniejsze, nie utraciły królewskiego ducha.  Ogromną zaletą „Pokłosia” jest także różnorodność. Opowiadania w nim zawarte czasem przestraszą, przyśpieszą bicie serca, innym razem rozbawią, zaciekawią, znudzą, zezłoszczą, a nawet sprawią, że pogrążymy się w melancholii. Nie wszystkie są poważne, nie wszystkie są horrorami, czy powieściami grozy, ale to dobrze, bo dzięki temu antologia okazała się pudełkiem czekoladek. Ostrzegam jednak, że nie każde z opowiadań będzie słodkim buziakiem na dobranoc, po którym przyśnią nam się wyczekiwane koszmary.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem.

 

 

„Pokłosie” kupicie w atrakcyjnej cenie na stronie Wydawnictwa GMORK.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com