Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Śmierć w miękkim futerku

Podczas sztormu widać, że jacht to model na sznurku, poza tym potwór-kot z mutantem w brzuszku zmienia rozmiar zależnie od potrzeb producentów, zdarza się nawet, że w kadrze można wypatrzeć rękę animatora kierującego kukiełką, ale te wszystkie potknięcia i niedoskonałości nie znaczą nic w porównaniu z doniosłym, wspaniałym i oryginalnym polskim tytułem tego B-klasowca, który brzmi: ŚMIERĆ W MIĘKKIM FUTERKU. Wbrew temu, co mógłby sugerować, nie mamy jednak do czynienia z eko-horrorem, w którym obrywa się znienawidzonej branży futrzarskiej. Tym razem dostaje się laboratoriom eksperymentującym na zwierzętach i bogaczom, którzy prowadzą niezbyt uczciwe interesy.

I wiecie co? Ów polski tytuł, doskonały przykład wesołej twórczości naszych rodzimych tłumaczy, i tak o wiele lepiej oddaje sens filmu niż oryginalny, czyli  Uninvited (1988). Nawet jeśli macie wątpliwości, to jestem przekonana, że już kilka pierwszych scen filmu je rozwieje… Z laboratorium genetycznego wydostaje się bardzo niebezpieczny rudy kot. Niebezpieczny, ponieważ gnieździ się w nim jego zły „brat bliźniak”, czyli krwiożerczy mutant, dosłownie wyłażący (przez pyszczek) z nosiciela w sytuacji zagrożenia. Po spektakularnej ucieczce – pokonaniu weterynarzy i ochrony – ten siejący spustoszenie mruczek trafia pod opiekę dziewcząt, które postanawiają zabrać go w rejs na Karaiby. Miały bowiem to szczęście (przynajmniej tak im się wydawało), że na swój luksusowy jacht zaprosił je bogacz Graham Walter. Niestety pomiędzy opalaniem się, imprezami i awarią silnika wychodzi na jaw, że śliczny sierściuszek ma mordercze zapędy, a ugryzione przez niego ofiary konają w męczarniach.

Statek dryfujący na środku oceanu, z potworem na pokładzie – bez względu na to jak ten byłby pokraczny – to zgroza sama w sobie. Niestety twórcom nie udało się pociągnąć tego motywu na tyle sprawnie, by stworzyć przytłaczającą atmosferę napięcia. Winę za to ponoszą między innymi kiepsko napisani bohaterowie i, delikatnie mówiąc, nie za bardzo utalentowani aktorzy. Wyróżnia się tutaj, ale tylko – co bardzo smutne – odrobinę, George Kennedy, czyli aktor który dostał Oskara za rolę drugoplanową w Nieugiętym Luke’u (1967r.). W Śmierci w miękkim futerku obserwujemy głównie jak młode, zgrabne dziewczyny prężą się do kamer, a młodzi chłopcy się na nie gapią. Te banalne wygibasy, przyozdobione dennymi dialogami, niestety „pożerają” i marnują większą część widowiska. Na plus można jedynie potraktować zażyłość między szemranym biznesmenem i jego ochroniarzem oraz konflikt między kapitanką jachtu a jego właścicielem. Składające się na ową damsko-męską waśń wzajemne pretensje, impertynencja i żal, mogły w towarzystwie kota-mutanta stworzyć ciekawą mieszankę wybuchową. Niestety elementy te zostały potraktowane po macoszemu i zgaszone beznamiętnym ględzeniem.

Całe szczęście, że tę miałką farsę wynagradzają nam dobrze wyważone sceny gore. Ze względu na nieduży budżet nie ma ich zbyt wiele, ale gdy już się pojawiają, to dają radę. Mamy więc umiarkowaną makabrę w formie zdzieranej z kostki skóry, pękającej buły na szyi, krwawego ochłapu z twarzy i podjadania żywcem. Umieszczenie złego kota(?)-mutanta w miłym puchatym kocurku było całkiem dobrą zagrywką, więc chociaż zamiast mrożącej krew w żyłach kreatury na ekranie pojawia się stworek przypominający przeżutego i nadtrawionego gremlina, to i tak twórcom należy się kilka punktów za pomysłowość. Oczywiście jego kiczowatość bardziej śmieszy niż straszy, ale o dziwo wcale nas to nie drażni. Zdecydowanie gorsze wrażenie robią efekty CGI w filmach o rekinach kina klasy Z.

Reżyser, Greydon Clark, wrzucając na dryfujący w nieznane jacht garstkę głodnych i spragnionych ludzi oraz morderczą, puchatą bestię miał szansę stworzyć wiekopomny hicior. Niestety kiepsko rozłożone akcenty pomiędzy bezwzględni biznesmeni a głupiutką młodzieżą pociągnęły film w dół. Jedynie odrobina gore i absurdalne monstrum nie pozwoliły mu zatonąć. Mimo wszystko warto rzucić okiem na Śmierć w miękkim futerku, by zobaczyć jak nieograniczona jest ludzka wyobraźnia i  jak łatwo zaprzepaszcza się jej potencjał.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com