Alicya w Krainie Słów

Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Klątwa Halloween

Jest mi niezmiernie przykro, że muszę dodać ten film do listy horrorów i horroropodobnych produkcji z Halloween w tle. Oglądanie go może nie jest jakoś wybitnie dokuczliwe, ale nie da się  ukryć, że The Hollow (Otchłań) to przede wszystkim nędzny zlepek scen, które z trudem łączą się w sensowną całość. Scenariusz najwyraźniej gdzieś się zapodział i nikt nie wiedział w jakim kierunku ten cały bajzel ma zmierzać. Po seansie pozostaje więc tylko niemiłe wrażenie, że mieliśmy do czynienia z amatorską improwizacją, którą z powodzeniem można by skrócić z 85 do 30 minut.

Jak na niskobudżetową produkcję przystało fabuła nie poraża głębią. Trzy siostry, po tragicznej śmierci rodziców, muszą przeprowadzić się do ciotki. Pech chce, że ta mieszka na wyspie Shelter, którą raz na sto lat, w Halloween nawiedza straszna burza i przedziwna istota przypominająca ciernistoskrzącego krzakozaura. Nie trudno odgadnąć, że kreatura nie ma przyjaznych zamiarów i jej celem jest zabicie każdego kogo uda jej się dopaść. Łatwo się również domyślić, że dziewczyny (tak samo jak i ich ciotka) nie spodziewając się niczego złego, na dzień przeprowadzki wybierają oczywiście najgorszy możliwy moment.

Możecie się oczywiście zastanawiać po co ktoś pcha się na wyspę, na którą rzucono klątwę. Prawda jest jednak taka, że mało kto uchodzi z życiem z masakry, żeby móc o niej opowiadać. A nawet jeśli ktoś przeżyje, to przecież 100 lat to szmat czasu. Kolejne pokolenia sklasyfikują dziwne opowieści jako bajki, niewiele sobie z nich robiąc. Nic więc dziwnego, że na wyspie w feralnym okresie pozostają tylko poszukiwacze przygód, niczego nie świadomi mieszkańcy oraz przypadkowi przyjezdni. Nasze bohaterki wpadają więc jak śliwki w kompot i uciekając przed jednymi kłopotami pakują się w jeszcze większe. Ich położenie nie wzbudza jednak w nas współczucia. Nie zaprzątamy sobie głowy ich desperackimi próbami utrzymania się przy życiu (które i tak ograniczają się tylko do bezcelowego biegania z wrzaskiem w tę i we tę oraz wygłaszania drewnianych kwestii). Staramy się wręcz nie zwracać na irytujące bohaterki uwagi. Zamiast tego zastanawiamy się, gdzie jest ta straszna burza o której wszyscy mówią, dlaczego stwór nie słyszy rozmów i krzyków, ale upadający telefon już tak, czemu raz zabija od razu, a raz zachowuje się tak jakby się ze swoją ofiarą droczył, i dlaczego Emma jest wyjątkowa skoro tak bezużytecznej postaci już dawno nie dane było nam oglądać. Pod tym względem stanowi ona prawdziwy fenomen nawet jak na bohaterkę niskobudżetowych produkcji. Fabułę pełną logicznych dziur dobija niezgrabne, „ukulane” na szybko i bez polotu zakończenie. Uratować ten film mógł tak naprawdę tylko odpowiednio wyeksponowany motyw tajemniczej klątwy. Niestety poświęcono mu zaledwie parę sekund. Po prostu ręce opadają.

O bohaterkach wyrabiamy sobie opinię już po kilku pierwszych minutach ich obecności na ekranie. Nie dość, że aktorki wcielające się w Emmę (Alisha Newton), Sarah (Stephanie Hunt),  i Marley (Sarah Dugdale) nie bez powodu nie zrobiły do tej pory zawrotnej kariery, to jeszcze postacie, w które przyszło im się wcielać są wyjątkowo beznadziejne. Już na początku seansu jednej z nich udało się gdzieś zawieruszyć (nikomu nic nie mówiąc, wysiadła z auta i poszła do lasu), potem ledwie zdążyły na prom, zgubiły drogę i nie zauważyły, że w samochodzie kończy się paliwo. Na dokładkę, gdy już „straciły” wóz, Emma po pokonaniu biegiem dwóch metrów skręciła kostkę na prostej drodze. Może fajtłapowatość bohaterek tak mocno by nas nie raziła, gdyby między siostrami istniała jakakolwiek chemia. Ale niestety jedyne co je łączy to upodobanie do ciemnych kolorów. Reszta pojawiających się na ekranie bohaterów również nie zachwyca. Nie dość, że plotą trzy po trzy, jakby się szaleju najedli, to jeszcze ich obecność nie wnosi niczego do fabuły. Znikają tak samo szybko jak się pojawili, więc ani nas ziębią ani grzeją.

Podsumowując, w The Hollow (2015) mamy trzy siostry, z których każda mogła by startować w konkursie na najbardziej irytującą postać filmów niskobudżetowych, wyspę nawiedzoną przez sztorm, którego nie ma, cykliczną klątwę, Halloween które trwa podejrzanie długo, aktorów z łapanki i potwora wygenerowanego tosterem (nawet iskrzy podobnie). Zdecydowanie film Sheldona Wilsona przeznaczony jest dla wytrwałych widzów, którzy gustują w kinie klasy Z.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com