Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Czy wiesz co jesz?

Co się może wydarzyć, gdy beztroscy Amerykanie wybiorą się na wakacje do Europy? Produkcje typu Hostel, Ghoul, Czarnobyl itd. wyraźnie dają do zrozumienia, że nic dobrego. Oni jednak, mimo wyraźnych ostrzeżeń, wciąż bez opamiętania, pchają się na Stary Kontynent. Nic ich nie powstrzymuje, nawet niknące w niewyjaśnionych okolicznościach, pełne młodzieży autokary.

Bohaterowie Amerykańskiego burgera, wyruszają m.in. na wycieczkę do niezidentyfikowanego europejskiego kraju, by zwiedzić pewną fabrykę. Ów zakład to miejsce szczególne: prowadzony przez szalonego szefa kuchni słynie z produkcji „prawdziwych” amerykańskich burgerów. Dba bowiem o to by mięso wchodzące w skład tego junk foodu było ZAWSZE w 100% (ani setnej procenta mniej) „amerykańskie”. Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że nasi sportowcy, cheerlederki i nerdo-kujony jadą jak cielątka na rzeź. Twórcy nie pozostawiają nam zresztą zbyt wiele miejsca na wątpliwości. Większości z występujących tu osób nie poznamy nawet z imienia, bardzo szybko zostaną bowiem wyeliminowani z gry, jako typowe mięso armatnie.

Resztka cudem ocalałych dzieciaków, w panice pobiegnie do lasu, ten jednak wcale nie będzie dla nich bezpiecznym schronieniem. Nic dziwnego skoro ich umiejętności survivalowe są na poziomie zerowym, refleks miewają gorszy niż rozespany leniwiec, a o poziomie inteligencji z grzeczności lepiej nie wspominać. Tak więc napastnicy, uzbrojeni w noże i taczki, nie muszą zbytnio martwić się o to, że „zwierzyna” im ucieknie. Nie wykazują jakiejkolwiek nerwowości, z ofiarami radzą sobie szybko i metodycznie – działają jak automaty. Brak różnorodności, fantazji i ikry, sprawiają że już na pierwszy rzut oka widać, że wykonują po prostu swoją pracę, tak byle odbębnić szychtę i doczekać do fajrantu. A że polega ona na zażynaniu amerykańskich nastolatków…No cóż, każdy jakoś zarabia na chleb.

To co wyróżnia ów film na tle innych parodii horrorów, to zaskakujące rozwiązania akcji, które w kilku miejscach naprawdę mogą nas wprawić w osłupienie i rozbroić głupotą. Bohaterowie błądząc po leśnych ścieżkach, momentami zachowują się jakby nie zdawali sobie sprawy z sytuacji w której się znaleźli: spacerują, przekomarzają się, żartują i flirtują. Kompletnie zapominają o tym, że przed chwilą ich koledzy ze szkoły stali się ofiarami brutalnej rzezi. Gorzej od fabularnych twistów wypadają dialogi. Niestety w większości nie są śmieszne, chyba, że ktoś ma ochotę posłuchać o okołanalnych skojarzeniach i nadziejach napalonych fajtłap-prawiczków, którzy nigdy nie tracą nadziei na to, że kiedyś „zaliczą”. Na grę aktorską możemy spuścić kurtynę milczenia i nic w tym dziwnego: umiejętności osób występujących w takiego typu produkcjach naprawdę nie są ważne.

Do celu wycieczki, czyli fabryki burgerów, właściwie nie wchodzimy. Nakręcono tutaj tylko kilka scen. Nie uświadczymy w nich pił odcinających kończyny ani młynków do mięsa. Jedyne na co możemy liczyć to wiszące gdzieniegdzie na hakach ochłapy, nie przerażą one jednak nikogo, kto kiedykolwiek był na zakupach w mięsnym. Akcja przede wszystkim rozgrywa się w lesie i to w nim możemy zobaczyć trochę więcej krwi. Amerykański burger to przede wszystkim parodia, w której przeważa humor, a gore stanowi tylko – pozbawiony swojej pierwotnej funkcji – dodatek.

Szwedzki film, wyreżyserowany przez małżeństwo Johana Bromandera i Bonitę Drake, opiera się głównie na pop kulturowych kliszach. Między innymi oberwało się podstawowym „podgatunkom” amerykańskich nastolatków. W napisach początkowych i końcowych, bohaterowie nie zostali nam przedstawieni nawet z imienia, tylko za pomocą stereotypowych ról, które reprezentują np.: miła cheerleaderka, gruby kujon itd. Można oczywiście stwierdzić, że w Amerykańskim burgerze w niedelikatny sposób obśmiano starokontynentalne kompleksy, pęd Europy do bezrefleksyjnej amerykanizacji i obnażono prawdziwą wartość tego, co przybywa do nas zza oceanu.  Nie sądzę jednak, by warto było nadmiernie łamać sobie nad tą produkcją głowę. Kto  będzie usatysfakcjonowany z seansu? Przede wszystkim fani nieokrzesanej, wesołej twórczości, dla których żadna ilość absurdów nie jest zbyt duża.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com