Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Słyszeliście o Iwanie?

Tadeusza Konwickiego nie trzeba nikomu przedstawiać. Był uznanym reżyserem m.in. Ostatniego dnia lata, Salta, Doliny Issy, Lawy, Jak daleko stąd, jak blisko oraz scenarzystą m.in. Matki Joanny od Aniołów, Faraona, Jowity, Zimowego zmierzchu. Przede wszystkim powinniśmy go jednak znać z lektur szkolnych, czyli jako autora Małej apokalipsy, Sennika współczesnego, Kompleksu polskiego, Zwierzoczłekoupiora, Kalendarza i klepsydry i wielu, wielu innych. Co w tej chwili najważniejsze, ów Wileńczyk, we własnym przekonaniu „intrygant towarzyski”, stały bywalec kawiarni „Czytelnik”, przyjaciel Holoubka, Dygata i Tyrmanda, postanowił dać także literackie świadectwo swojej przyjaźni z Iwanem – i wstyd się przyznać! -, o istnieniu którego zapomniałam. Iwan Konwicki z domu Iwaszkiewicz, to książka, która zaprowadziła mnie więc w dawno nieodwiedzane zakamarki pamięci.

Wcale nie chciałem kota, zawsze byliśmy z żoną uprzedzeni do kotów, ale skoro już się pojawił, skoro dzieci kochają, to jak żyć dalej.

Tak dla jasności: Iwan to kot. Kot bezdyskusyjnie wyjątkowy, który mimo, iż państwo Konwiccy za mruczkami nie przepadali i przez myśl im nie przeszło by jakiegoś kiedykolwiek przygarnąć, mieszkał z nimi dziewiętnaście lat. Ten burasek o „holoubkowym” spojrzeniu, stał się wręcz sercem ich domu. Tadeusz twierdził nawet, że zrezygnował dla niego z wakacyjnych wyjazdów, ponieważ musiał dotrzymywać mu towarzystwa. To co ich łączyło, nie było jednak „łatwą” miłością. Kocur – a były to czasy, gdy nie szukano porad u kocich behawiorystów, a półki w księgarniach nie uginały się pod ciężarem wszelakich poradników – miał bowiem „trudny” charakterek. Gdy mu coś nie odpowiadało, a nie dało się przewidzieć, kiedy to nastąpi: drapał, gryzł, bił i obsikiwał. U domowników budził więc zarazem podziw (za majestat i urodę) oraz grozę (z powodu brutalnych skłonności). Mogli sobie jednak narzekać na niego do woli i tak nic z tego nie wynikało, gdyż tak naprawdę nie potrafili (a co wyraźnie w tekście widać) ukryć ciepłych uczuć jakie w nich wzbudzał i fascynacji jego przesiąkniętą indywidualizmem osobowością. Poza tym, co trzeba Iwanowi przyznać, oprócz tego, że był charakternym brutalem, jak to kot mordował wróble i (co raczej dziwaczne) był żywo zainteresowany Leninem, to na swój sposób dbał przecież o ludzi, z którymi mieszkał.

Przed światem udajemy , że nasz kot kocha nas ślepą, szaloną miłością.

Na wydaną w październiku tego roku biografię kota Iwana „zwanego przez przyjaciół Wanią”, składają się fragmenty z dobrze znanych nam książek Konwickiego (m.in. Kalendarza i klepsydryWschodów i zachodów księżyca, Pamfletu na siebieNowego Świata i okolic oraz dziecięcej książeczki Dlaczego kot jest kotem?). Wstęp do tej intrygującej pozycji napisała sama Ludwika Włodek, wnuczka Pani Marii Iwaszkiewicz, od której przed laty Konwiccy dostali małego i niewinnie wyglądającego wówczas kocurka. I chociaż znajdziecie w tej niewielkich rozmiarów, kociej biografii kilka rysunków Tadeusza, to głównie przyozdabiają ją ilustracje wykonane przez jego żonę Danutę. Stworzony przez nią wizerunek kocura, różni się jednak od tego przedstawionego nam przez jej męża. Z jej obrazków patrzy na nas bowiem całkiem sympatyczny, miły i słodki kot, a nie opisywana przez pisarza bestia i tyran. Córka państwa Konwickich, Maria, (za sprawą której powstała niniejsza biografia, chociaż ona sama twierdzi, że to efekt działań kocura, ponieważ nie ważne, gdzie teraz przebywa, wciąż rasowy z niego celebryta), w jednym z wywiadów wyjaśnia, że jej ojciec demonizował Iwana, ponieważ miał skłonności do przesady, wyolbrzymiania i koloryzowania. Ale trudno się temu dziwić. Był w końcu artystą więc to zupełnie naturalne, że fabularyzował swoje opowieści, ironizował w nich i dowcipkował. Zresztą, dzięki temu i oryginalnemu podejściu do tematu, jego podopieczny stał się najsłynniejszym kotem w okresie PRL-u. I to do tego stopnia, że pojawiał się nawet w krzyżówkach jako definicja hasła Iwan, a w czasie stanu wojennego, gdy Konwiccy niedojadali, dostawał paczki z kocią karmą z całego świata. Znamienne, że nawet czytelna aluzja kryjąca się za imieniem kota, została przeoczona (?) przez cenzora. Może i w tej sprawie ujawniły się metafizyczne zdolności Iwana, który miał niesamowitą umiejętność oddziaływania na rzeczywistość.

Kot Wania jest wzrostu owczarka alzackiego i tuszy średniego hipopotama.

Muszę przyznać, że biografię Iwana czyta się błyskawicznie i z ogromną przyjemnością. To ten typ literatury, która gdy już wciągnie, to nie puszcza. W tym wypadku trzyma nawet podwójnie. Bo nie dość, że „najsłynniejszy kot wśród celebrytów” i „największy celebryta wśród kotów”, zabawia nas swoimi licznymi bezeceństwami, to jeszcze zyskujemy możliwość by trochę popodglądać Konwickich w ich warszawskim mieszkaniu. Opowieść o Iwanie stanowi więc dodatkowo literacką pocztówką z bezpowrotnie minionego świata, dlatego powinna zainteresować nie tylko kotolubów, ale także literaturo- i filmoznawców.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com