Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Ze śmiercią jej do twarzy

Mirka Andolfo, twórczyni świetnego komiksu Wbrew naturze, kusi nas swoim kolejnym projektem pt. Mercy. Pierwszy tom o enigmatycznym podtytule Dama, mróz i diabeł, wydany niedawno nakładem Non Stop Comics, to pozycja do której ręce aż rwą się same. Przyznajcie zresztą sami: koło takich okładek nie przechodzi się obojętnie. Mnie wystarczył rzut oka i decyzja została podjęta – musiałam to przeczytać! To co znalazłam w środku bardzo trudno mi jednak jednoznacznie ocenić, bo oględnie mówiąc, Dama, mróz i diabeł to dopiero zapowiedź czegoś większego. Zanim jednak wyjaśnię dlaczego, zaprezentuję wam zarys fabuły.

Kim jest Lady Hellaine, arystokratka o bezwzględnie pięknym obliczu, która niczym drapieżny anioł, nieśpiesznie zbliża się do Woodsburgh? Co sprowadza ją i jej dziwnego towarzysza w te strony? Zanim poznamy mroczny sekret tej demonicznej damy i powód dla którego zawitała w tutejszej okolicy, dowiadujemy się, że Woodsburgh, nie jest zwykłym miasteczkiem. Jego mieszkańcy jeszcze nie otrząsnęli się po niedawnej katastrofie w kopalni, a już muszą mierzyć się z kolejnym nieszczęściem: dochodzi tutaj bowiem do serii brutalnych morderstw, a rozkwitające na ciałach ofiar „mięsne kwiaty” sugerują, że maczają w nich macki nadprzyrodzone siły. Co gorsza tragiczne wydarzenia w kopalni, okaleczone zwłoki i przyjazd Lady Hellaine są ze sobą mocno powiązane. Nie do końca wiemy jednak w jaki sposób połączyć wszystkie wątki. Zwłaszcza, że sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że osierocona indiańska dziewczynka dostrzega w nieprzejednanym obliczu Lady Hellaine swoją nieżyjącą matkę…

Pierwszy tom stanowi tylko wstęp do nakreślonego przez autorkę świata i historii. Na zaledwie 64 stronach znalazło się miejsce głównie dla ekspozycji i pytań, niestety zabrakło go na konkrety i odpowiedzi. Muszę więc ze smutkiem przyznać, że niektórzy mogą poczuć się zniechęceni zbyt wolno rozwijającymi się wątkami i uznać Mercy za nieco mdłe. Bo opowieść, owszem, nabiera rozpędu powoli – z jednej strony odsłaniając przed nami kolejne relacje i zależności, z drugiej każąc wciąż się domyślać w jakim kierunku zmierza akcja – ale naprawdę trudno odmówić jej potencjału. Mam ogromną nadzieję, że obietnica intrygującego ciągu dalszego i możliwość spojrzenia na historię, jako zamkniętą całość, skłonią was jednak do zatopienia się w tej historii i dacie Mercy należną jej szansę.

Póki co, nie ma więc co owijać w bawełnę, największym atutem Mercy jest czarująca oprawa graficzna. Rysowniczka doskonale czuje emocje barw i nie można jej odmówić zręczności w budowaniu klimatu nasyconego zagrożeniem. Szczególnie zaskoczyło mnie to, jak w wykonaniu Andolfo dobrze wypada połączenie nieco mangowej kreski ze zmysłowym, gotyckim westernowym horrorem. Chociaż zapewne nie każdemu taki miraż będzie się podobał, bo uzna rysunki są zbyt „ładne” i za mało mroczne jak na horror. Mnie to jednak nie zniechęca. Poza tym, jak już wspomniałam, opowieść dopiero się rozkręca, więc nic dziwnego, że mocnych momentów – na razie – autorka nie pokazała nam zbyt wiele.

Będę uparcie trwała przy swoim: Mercy ma ogromny potencjał i Andolfo nas jeszcze bardzo mocno zaskoczy.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2021 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com