Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


There is no coffee in NILBOG! It’s the Devil’s drink!

Oto film, który może zdetronizować Zabójcze ryjówki w kategorii najgorszych filmów wszech czasów. Troll 2 to zdecydowanie pewniak na liście TOP BAD, czyli najlepszych z najgorszych filmów, jakie do tej pory powstały. Fenomenalnie tandetna fabuła, fatalne wykonanie, doskonale tragiczne efekty i aktorstwo przy którym bohaterowie Dlaczego ja zasługują na Oskary, powodują, że podczas oglądania tego filmu nawet przez chwilę nie pomyślimy o zbieraniu szczęk z podłogi. Trudno nam bowiem uwierzyć, że w ogóle można stworzyć coś aż tak perfekcyjnie złego.

Warto zacząć od wyjaśnienia tytułu: to podwójna zmyłka. Po pierwsze film nie nawiązuje w żadnym stopniu do innego filmu o trollach, więc dwójka umieszczona w tytule, to po prostu oszustwo. Producent najprawdopodobniej chciał „żerować” na wątpliwym sukcesie Trolla z 1986 roku. Po drugie w filmie wcale nie występują trolle tylko GOBLINY. Nawet miejscowość w której rozgrywa się akcja nazywa się NILBOG (czyli „goblin” czytane od tyłu). Pod naszym oszukańczym tytułem, kryje się oczywiście fantastyczna fabuła. Typowa amerykańska rodzina postanawia odpocząć od zgiełku miasta zamieniając się domami z mieszkańcami wioski, na caluteńki miesiąc. Chłopiec o imieniu Joshua dzięki dziwnej więzi ze zmarłym dziadkiem (który w swojej duchowej postaci opowiada mu straszne historie o goblinach), dowiaduje się od niego, że na wakacjach całej familii grozi niebezpieczeństwo. Według dziadka bowiem Nilbog jest bowiem siedliskiem zła. Oczywiście mały chłopiec nie jest w stanie powstrzymać rodziców i wszyscy wyjeżdżają na nietypowe wakacje. Miejscowość do której trafiają zamieszkują nieco dziwaczni ludzie, ze znamionami w kształcie koniczynek. Głowa rodziny uznaje jednak, że tacy po prostu są „wieśniacy”, do których przez miesiąc będą się zaliczać i ignoruje rozpaczliwe reakcje syna. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że tubylcy to oczywiście zakamuflowane gobliny, które ściągają do wioski turystów bo…uwielbiają zjadać ludzi! Na przeszkodzie stoi im tylko to, że są wegetarianami. Nic jednak straconego: ofiara napojona lub nakarmiona zieloną paćką zamienia się w rozmemłaną roślinę, którą stwory pożerają ze smakiem. Trup ściele się tutaj gęsto, zamiast krwi leje się jednak chlorofil, lub po prostu zielona breja, jak kto woli. Magiczna moc potworów pochodzi z kamienia, którego działanie można oczywiście zneutralizować – jak się łatwo domyśleć – w dosyć idiotyczny sposób. A konkretnie? To już sami zobaczcie, jeśli dotrwacie do końca produkcji. Mnie się nawet udało, bo o dziwo bawiłam się na seansie wyśmienicie. Nie mogłam po prostu uwierzyć, że to oglądam.

Radosna twórczość duetu scenarzystów zaowocowała niestrawnymi dialogami przy których chowa się składnia mistrza Yody.  Najwyraźniej nie za bardzo znali angielski. Poza tym ludzie, których oglądamy na ekranie nie potrafili zachowywać się adekwatnie do sytuacji. Nie powinno to jednak dziwić. Podobno w Troll 2 występowały przypadkowe osoby, które zgłosiły się na casting licząc na role statystów. Przeliczyli się bo – tadaaam – obsadzono ich w głównych rolach. Jeden z „aktorów” podobno był akurat na przepustce ze szpitala psychiatrycznego i wydarzenia na planie uznał za prawdziwe. Kolejna tragedia to kostiumy. Projektowała je znana z roli w Emmanuele (tak, te erotyki) Laura Gemser. Nic dziwnego więc, że wyglądają, jakby w ramach zajęć plastycznych przygotowały je dzieci z przedszkola i podarowały w akcie współczucia ekipie filmowej. Trolle ubrane są w worki po kartoflach pod które mają poupychane, krępujące ich ruchy, poduchy, a na twarzach mają tandetne gumowe maski, z gumowymi zębami. Uzbrojone w dziwne „posiwiałe miotły” na głowach i w „dzidy” z patyków, wyglądają po prostu żałośnie i budzą litość, zamiast lęku. Na ich tle wyróżnia się królowa goblinów: ubrana w siwą perukę, z ciemną nakładką na zębach i dziwnym makijażem ma uchodzić za ekscentryczkę i budzić grozę swoim nadmiernie ekspresyjnym zachowaniem. Jednak jej możliwości przekazu kończą się na dzikim wywracaniu oczami i dziwnym wyginaniu się. Robi to tak sztuczne i nieudolne, że jest po prostu śmieszna. Jedyne sceny w których się w miarę sprawdziła, to te w których zamienia się w wampa i poczynając sobie śmiało z kukurydzą, produkuje masę popcornu.

Kolejna z bolączek tego cudeńka to montaż. Cienie kamerzystów są widoczne praktycznie cały czas, zdarza się także, że jakiś goblin rozpaczliwie próbuje się wydostać z kadru, bo przypadkowo znalazł się w scenie, w której nie powinien grać. Jego starania są niestety bezskutecznie, bo nie ma dokąd uciec. Także zatrzymana w czasie rodzina zbyt wyraźnie się porusza, a przedmioty między kolejnymi ujęciami w magiczny sposób wciąż zmieniają położenie. Kto by się jednak przejmował szczegółami, tworząc takie wiekopomne dzieło, prawda?

Nie można odmówić temu filmowi jednego: poza tym, że jest tak kiepski, że aż fajny, to króluje w nim niezapomniany klimat lat dziewięćdziesiątych. Nastolatki wyglądają w nim jak nastolatki. Dziewczynki nie przypominają trzydziestoletnich kobiet, które przeszły już co najmniej kilka operacji plastycznych, a chłopcy nie wyglądają tak jakby od niemowlęctwa pakowali na siłowniach, są wręcz chuderlawi. Dopełnieniem tej sentymentalnej podróży są  rozczulające fryzury, bandany, ogromne oprawki okularów i kanciaste samochody… Jeśli ktoś ma ochotę na niezobowiązującą do pracy szarych komórek podróż w czasie, to film jak najbardziej polecam.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com