Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Gdyby głupota umiała latać…

…to bohaterowie tego filmu odlecieli by bezpiecznie do domu. Ale niestety…

Naszych młodych i zakochanych protagonistów poznajemy w momencie, gdy są już w drodze na feralną wycieczkę. Alex (Jeff Roop) pragnie podzielić się ze swoją wybranką wspomnieniami i pokazać jej cudowne, odludne zakątki, które (jak twierdzi) odwiedzał wielokrotnie. Uważa nawet, że tutejsze leśne szlaki zna na tyle dobrze, że nie potrzebna jest mu żadna mapa. Wyśmiewa także ekwipunek Jenn (Missy Peregrym), która obawiając się spotkania z niedźwiedziem uzbroiła się we flarę, spray i gwizdek. O tym jak w rzeczywistości nasz niedoszły Bear Grylls jest niepewny, przekonujemy się w momencie, gdy dziewczyna zaprasza na kolację przy ognisku przypadkowo spotkanego w lesie mężczyznę (Eric Balfour). Powietrze aż kipi od testosteronu, a Alex z minuty na minutę traci w  naszych oczach. Po wizerunku, który z mozołem próbował wykreować niewiele zostaje. Wyraźnie bowiem widać, że najbardziej zależy mu na tym, by zaimponować dziewczynie i to bez względu na koszty, jakie może ponieść. Próbuje wcielić się w rolę samca alfa i udowodnić, głównie sam sobie, że jest jej wart. W końcu Jenn jest prawniczką, a on niespecjalnie ma się czym pochwalić – tak jakby to o to w związkach chodziło…

Łatwo się domyślić, że ta wyprawa nie może skończyć się dobrze. Jenn jest na tyle nieostrożna by w dziczy zaprosić obcego faceta na kolację (myśliwy, kłusownik, świr?), Alex gardzi mapą i zostawia telefon w aucie. Nie potrafi także przyznać się w porę, że nie wie, gdzie jest. Bohaterowie oczywiście się gubią, oczywiście wchodzą na terytorium głodnego niedźwiedzia, i oczywiście dzieje się to co musiało.

Film jest dosyć nierówny, jednak mimo to zrobił na mnie wrażenie i wzbudził we emocje. Głównie przemówił do mnie realizm zagrożenia, jakie czeka na niedzielnych turystów. Poza tym sam niedźwiedź nie jest tutaj przedstawiony jako terminator-kanibal, jak to miało miejsce w Into the Grizzly Maze (inny tytuł Red Machine), ani maskotka-morderca (Grizzly Park). Nie pojawiają się tutaj także niewiarygodne sceny, podczas których ciosem z liścia, niedźwiedź wysyła bohaterów na księżyc (Zemsta niedźwiedzicy). Do roli „bestii” zaangażowano baribala, który do największych nie należy. Jednak nawet taki „misiek” wystarczy, by pokazać człowiekowi jak niewiele może i jaki jest kruchy. Spotkanie z drapieżnikiem – bez względu na jego gabaryty – zwłaszcza, gdy nie wie się jak się zachować jest śmiertelnie niebezpieczne. Niedźwiedź w Backcountry to ucieleśnienie natury, której nie należy lekceważyć: idąc do lasu trzeba być świadomym, że ten może zabić. Niestety zgrywanie kozaka, tylko zwiększa szanse na „głupią” śmierć.

Głupota Alexa drażniła mnie i przerażała zarazem. Ten kreując się na doświadczonego wędrowca i trapera ostentacyjnie ignoruje niebezpieczeństwo. Zachowuje się tak, jakby jego wiedza po prostu nagle wyparowała. Powoduje to, że ta postać „zgrzyta”. Zastanówmy się bowiem: czy ktoś kto często wędruje po dzikich regionach, może być na tyle nieświadomy tego z czym się mierzy? Czy można tak nagle zapomnieć o pokorze? Pod tym względem Alex został kiepsko „napisany”. Bardziej przemówiła do mnie Jenn, która przecież od początku do końca nie wie co ma robić. Jej żywiołem jest miasto i nie udaje, że jest inaczej. Nie wiem po co wprowadzono do fabuły postać tajemniczego mężczyzny. Dano nam do zrozumienia, że jest niebezpieczny, że może stanowić zagrożenie dla pary głównych bohaterów. Praktycznie przez cały seans czekałam na to aż się znów pojawi: jako niebezpieczny świr lub jako wybawiciel. [Uwaga spoiler]. Nic takiego się jednak nie dzieje. Trudno odgadnąć czy był to celowy zabieg, który miał – skutecznie – wywieść widza w pole, albo po prostu zabrakło twórcom pomysłów. [Koniec spoilera]. Jedno trzeba przyznać, wprowadzenie myśliwego pomogło zbudować napięcie i atmosferę oczekiwania na niewiadome. W pewnym momencie twórcy skręcili jednak zbyt mocno w stronę dramatu. Zabrakło survivalu i jakiegoś mocnego akcentu na koniec filmu, uderzenia, które wprawiłoby widza w osłupienie.

Fabuła jest prosta, nie obfituje w akcję, o nagłych jej zwrotach też można zapomnieć. McDonaldowi udało się jednak dobrze zbudować klimat. Lubię duszną atmosferę lasu, który tylko z pozoru jest otwartą przestrzenią. Nie przeszkadzały mi więc powtarzające się zbliżenia i ujęcia: drzew, butów, ścieżek, butów, ścieżek, liści, krzaczków, drzew, ścieżek itd. W pewnym momencie reżyser niestety trochę przekombinował dodając efekt rozmazującego się obrazu. Jednak jak na film z małym budżetem i tak wyszło całkiem nieźle. Backcountry to produkcja do obejrzenia na raz, która skłoni widza do zastanowienia nad tym, co powinien zabrać ze sobą na kolejną wycieczkę.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com