Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wielki skok w ciemność

Jozef Karika oślepił mnie i uwięził pośrodku niczego, w małej górskiej chatce. Potem brutalnie złamał mi rękę i rozharatał starym żelastwem nogę. Jakby mu tego było mało, nie dawał mi jeść i nie pozwalał się ogrzać, a przecież wiadomo, co srogi mróz robi z wystawionym na jego działanie ciałem. Przygoda z Ciemnością wyrządziła mi więc nieodwracalną krzywdę, tak fizyczną, jak i psychiczną. Jestem zmuszona wynająć prawnika, który porozmawia ze Starą Szkołą o jakimś konkretnym odszkodowaniu. Spodziewajcie się pozwu!

I wcale nie żartuję. Ciemność czytałam siedząc w cieplutkim mieszkanku, a mimo to pisarz sprawił, że nie czułam się ani ociupinkę komfortowo. Wszystko mnie uwierało, wciąż marzłam, a moje poczucie bezpieczeństwa zwiało gdzie pieprz rośnie. Reagowałam nerwowo na najmniejszy szelest i czułam się wciąż obserwowana. Popadałam w paranoję. Mimo to, nie potrafiłam się od lektury oderwać. Tak jak bohatera, i mnie pochłonęła paraliżująca ciemność.

A wszystko zaczęło się, jak to zazwyczaj bywa, dosyć niewinnie. Nasz bohater czuje się wypalony i przytłoczony pracą. Na dokładkę w domu sytuacja również jest napięta, w jego związku nie dzieje się bowiem najlepiej i jest całkowicie świadomy tego, że już niedługo czeka go burzliwy rozwód. W związku z tym, marzy tylko o chwili wytchnienia z dala od wszystkich problemów. A na stresy, wiadomo, dobrze robi ucieczka od cywilizacji i towarzystwa przedstawicieli naszego gatunku. Wyjeżdża więc do rodzinnego domku w górach, żeby przeczekać tam święta. Wiecie: wokoło majestatyczne szczyty, pod stopami skrzypiący śnieg, cisza, spokój, brak zasięgu i samotność. Podsumowując: wokoło nic, tylko on i niewzruszona potęga natury. Niestety upragniony wypoczynek w chacie na odludziu nie jest mu dany. Sielanka kończy się, gdy nasz bohater nagle traci wzrok. A wszystko to, co stanowiło o atrakcyjności miejsca w którym się znalazł, nagle stało się dla niego śmiertelnie niebezpieczne. Przerażony i bezbronny utknął w pułapce, a na domiar złego, okazało się, że nie jest w niej wcale sam.

Pisarzowi udała się bardzo trudna sztuka jaką było stworzenie więzi między czytelnikiem a bohaterem, i to takiej,  która powoduje, że ten pierwszy wchodzi w skórę drugiego. Podczas lektury doznajemy więc tych samych emocji, co oślepiony bohater: rezygnacji, gniewu, paniki i strachu. Przeklinając bujną wyobraźnię odczuwamy jego ból, coraz większe wycieńczenie i buzującą w żyłach krew, gdy podejmuje rozpaczliwe próby walki o życie. Karika zafundował nam więc niesamowitą huśtawkę emocji. I to jest jeden z głównych atutów tej powieści. Kolejnym jest po mistrzowsku utrzymane napięcie. Musicie bowiem pamiętać, że nad bohaterem wciąż „dyszy” widmo śmierci. Łatwo byłoby więc popaść w przesadę i zanudzić czytelnika. Karika jednak świetnie poprzeplatał nieustanny lęk – przed tym co czai się za drzewem, co zagląda przez okna – wspomnieniami, przemyśleniami i czarnym humorem. Sprytnie zatarł także granicę między tym co rzeczywiste, a tym, co stanowi koszmar nawiedzający umęczony umysł bohatera. A to znowuż pobudza naszą ciekawość, bo chcielibyśmy się w końcu dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi i kto temu nieszczęśnikowi źle życzy.

Zresztą, co trzeba przyznać, sami mamy do niego dosyć ambiwalentny stosunek. Przez to, że mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową i wciąż „siedzimy” w głowie bohatera, czasami poznajemy zbyt wiele jego myśli. W jednej chwili jesteśmy więc pełni współczucia i kibicujemy mu, a w następnej przestajemy darzyć go sympatią i zwyczajnie nas drażni.

Trzydzieści stron przed końcem powieści, autor sugeruje nam pewne rozwiązanie akcji, które wydało mi się niestety zbyt dużym uproszczeniem. Na szczęście okazało się, że wyjaśnienie wcale nie jest takie oczywiste i co za tym idzie, dla mnie dosyć (niestety nie w stu procentach) satysfakcjonujące. Poza tym, to co Karika zrobił w zakończeniu z bohaterem to „totalna miazga”. Co prawda widziałam już film z podobnym, druzgocącym motywem, ale nigdy bym nie przypuszczała, że w książce takie zakończenie może się obronić i uderzyć w odbiorcę z aż taką siłą.

Może nie jest to dzieło wszech czasów, ale – co tu dużo mówić – ja bym tej książki nie ignorowała. To sprawnie napisana i intrygująca lektura, o tym jak łatwo wpaść w pułapkę strachu i stać się więźniem własnego umysłu. Świetne studium, które sprawia, że błądzimy w całkowitej ciemności, pozwalając na to by mrok i niepewność pożerały nas kawałek po kawałku.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com