Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Miszczuk? Nie, dziękuję

Jeśli jesteście oddanymi fanami powieści grozy albo zwyczajnie wiecie czym się ten gatunek „je” i darzycie go sympatią, to po tę książkę nie sięgajcie. Wbrew temu co obiecuje wydawca, do powieści przesyconej klimatem z horroru Drugiej Szansie bardzo daleko. W sumie można było się tego spodziewać, bo nawet jeśli historia, która zrodziła się w głowie Miszczuk (a nazbyt oryginalna to ona nie jest, bez większego polotu przemieszcza się po wytartych schematach) miała jako taki potencjał, to autorka nie miała szans udźwignąć jej warsztatowo. Nic się w jej twórczości bowiem nie zmieniło: nadal króluje tutaj płaski styl, infantylne i plastikowe postacie, boleśnie naiwne dialogi oraz tandetny romans od którego mogą rozboleć zęby.

A zaczyna się to tak: nasza bohaterka budzi się w obcym miejscu nie pamiętając kim jest i skąd się tutaj wzięła. Okazuje się, że owo TUTAJ to ośrodek Druga Szansa w którym umieszcza się wyjątkowo trudne przypadki, czyli pacjentów, którym trzeba zafundować eksperymentalną terapię, by wrócili do siebie. Od początku coś w tym wszystkim jednak nie gra: personel kłamie, terapie nie działają, nikt podobno nie ma bliskich, którzy interesowaliby się jego losem, a pacjenci znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Poza tym zdarzają się dziwne nawiedzenia i niektórzy słyszą głosy, które lekarze nadgorliwie tłumią lekami. Jedyne wyjście, by dowiedzieć się prawdy o sobie, zdemaskować wrogów i przetrwać, to ucieczka. A najlepiej podjąć się jej oczywiście z przystojnym i buntowniczym brunetem.

Już początek powieści zamiast zaintrygować enigmatycznością i wciągnąć w wir tajemniczych wydarzeń porządnie zanudza. Zabierałam się więc do pierwszego rozdziału trzykrotnie nie potrafiąc się przez niego zwyczajnie przebić. Kiedy w końcu udało mi się ruszyć dalej, miałam wrażenie, że wciąż czytam o tym samym, a akcja dostała czkawki. Pozostało mi się łudzić, że to celowy zabieg i lada moment zacznie się coś sensownego dziać. Do samego końca, po cichu liczyłam na to, że autorka wymyśliła naprawdę miażdżące wyjaśnienie, które wyrwie czytelnika z butów i zrekompensuje mu początkową mordęgę. Niestety efektu WOW nie było. Zakończenie, mimo że podszyte tajemnicą i niby otwierające drugie dno, jest koszmarnie banalne. Zwłaszcza w porównaniu z tym, co czytelnik wyobraża sobie podczas lektury typując możliwe rozwiązania.

Problemem Drugiej Szansy są na pewno postacie, które zwyczajnie nie są wiarygodne i nie potrafią udźwignąć tragizmu sytuacji w której się znalazły. To spłycone do maksimum, sztampowe, postępujące schematycznie i wypełniające kolejne strony pustymi gestami, kukły. Główna bohaterka jest niedojrzała, nudna i mdła, a jej relacja z pacjentem-przystojniakiem nie wychodzi poza schematyczny banał, nie ma się więc co dziwić, że nie powala. Poza tym, to jakie Miszczuk ma wyobrażenie o innych kobietach jest obraźliwe. Wyobraźcie sobie, że budzicie się w dziwnym miejscu nie pamiętając kim jesteście. W lustrzanym odbiciu widzicie kogoś dla siebie obcego, w ogóle macie wrażenie, że wasze ciało do was nie pasuje, dopada was bezwzględna panika, ogarnia totalne splątanie i poczucie porażającej pustki. Co w takiej sytuacji przykuwa głównie waszą uwagę? A no fakt, że macie małe cycki. Coś takiego by nawet przeszło, ale w komedii.  Poza tym nasza „gwiazdeczka” od razu zaczyna się ślinić na pierwszego poznanego pacjenta w ośrodku, bo pod koszulką widać jego szerokie barki. Tak, to tego typu książka: absurdalnie infantylna i nieadekwatna, napięcia ani grozy w niej nie uraczycie.

Kolejne co zawodzi to miejsce akcji, a dokładniej mówiąc to, że nie został wykorzystany jego potencjał. Umiejscowienie bohaterów w odosobnionym ośrodku, na terenie którego zamieszkuje stado wyjątkowo upartych i złowrogich kruków, a ukryte między drzewami bajorko zdaje się żyć własnym życiem, dawało spore możliwości. Warunki w których przebywają pacjenci powinny więc współtworzyć klaustrofobiczny klimat, potęgować lęk i napięcie. Niestety w tym wypadku pełne tajemnic miejsce, zamiast stać się milczącym, dodatkowym bohaterem, jest tylko niewiele znaczącym tłem i nie spełnia swojej funkcji. Mimo wykorzystywanych przez pisarkę atrybutów charakterystycznych dla literatury grozy (mgła, noc, koszmary, kruki, plamy krwi pojawiające się znikąd itd., itp.) o atmosferze, która mogłaby wywołać u czytelnika dreszczyk emocji, można zapomnieć.

Druga Szansa to lekkie, napisane prostym językiem czytadło, które nie zagrzeje na dłużej miejsca w pamięci. W moim odczuciu jedynym atutem powieści jest to, że szybko i bez żalu można odłożyć ją z powrotem na półkę, dzięki czemu może stanowić niezobowiązującą rozrywkę na jeden wieczór. Zdecydowanie nie polecam książki fanom mroczniejszej literatury ani tym, którzy szukają w niej czegoś ambitniejszego. Lektura utwierdziła mnie w przekonaniu, że spod pióra Miszczuk wychodzą raczej nieangażujące zbytnio do myślenia, mające zapewniać rozrywkę czytadełka, w których autorka próbuje przebierać romanse (jak dla mnie niezbyt skutecznie) w kostiumy innych gatunków. Naprawdę niezbyt dobrze o nas, czytelnikach, świadczy fakt, że jej książki wygrywają plebiscyty na książki roku na portalu lubimyczytać.pl, ale to już zupełnie inna historia. Nie rozdrabniając się więc zbytnio mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że z tą pisarką nie jest mi po drodze. Jeśli nic się nie zmieni, Druga Szansa będzie ostatnią szansą jaką jej dałam.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com