Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Małgosia i Jaś – nowa droga

Z tego co zauważyłam, niestety recenzje nie są specjalnie zachęcające, a w mediach społecznościowych przeważa opinia, że film o Małgosi i Jasiu, to nuda, gniot i w ogóle strata czasu. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wszystko to, co wymienię jako zalety produkcji, bez problemu będzie można odwrócić i uznać za jej wady. Mimo to zaryzykuję i może przekonam chociaż jedną osobę…

Dla mnie Małgosia i Jaś, to przede wszystkim ciekawa reinterpretacja baśni. Reżyser, Oz Perkins, zrezygnował ze spaceru utartą ścieżką i pokazał nam zupełnie nową przestrzeń: jeszcze nie oswojoną, dziką, pełną tarć, głodną nowych znaczeń i, co wielu nie przypadnie do gustu, na wskroś kobiecą. Nie jest to z całą pewnością film dla widza, który chciałby doświadczyć nieskomplikowanej, jumpscarowej rozrywki z „wioskowym głupkiem” w roli odgromnika. Zamiast wyskakujących zza rogu strachów i trzaskających drzwi, dostaliśmy bowiem obraz, który wymaga od nas minimalnej wiedzy oraz umiejętności odczytywania symboli, pewnej zręczności w przemieszczaniu się pomiędzy nakładającymi się na siebie metaforami. To kolejny przykład na to, że można zbudować napięcie i wprowadzić złowrogą aurę przy użyciu kolorów – ich temperaturą, nasyceniem -, ujęciami, prowadzeniem kamery i, co ostatnio stanowi rzadkość, opowiadaną historią. Można oczywiście twierdzić, że PG-13 wybiło wiedźmie zęby, i tylko dlatego obraz nie epatuje przemocą ani obrzydliwością. Nie wydaje mi się jednak by takie elementy były tutaj w ogóle potrzebne. To film, którego ponury klimat ma zachodzić nam pod skórę, a nie budzić odruchy wymiotne.

Mimo iż wszyscy znamy historię Jasia i Małgosi, to opowieść Perkinsa nie jest wcale tak przewidywalna jakby mogło się wydawać. Oczywiście cała rekonstrukcja opiera się na dobrze znanym nam szkielecie: z powodu skrajnego ubóstwa matka* wygania Jasia i Małgosię z domu, ci wygłodniali, wałęsając się po lesie trafiają do chatki** starej kobiety, która okazuje się być wiedźmą-kanibalką (wynaturzenie archetypu Starej Kobiety i Matki Ziemi), a, koniec końców, dzieci by się uratować, robią to co muszą***. Analiz tej starej baśni powstało już sporo – zainteresowanych odsyłam chociażby do Bruno Bettelheima lub Jadwigi Wais – więc z czystym sumieniem możemy skupić się nad oplatającymi ją nowymi znaczeniami.

Aby nie zaburzyć całkowicie pierwotnej symboliki baśni i bez negatywnych konsekwencji dla treści, móc dodać im trochę nowych sensów, poprzestawiano niektóre jej elementy. W pierwotnej wersji na początku opowieści to Jaś sprawia wrażenie tego bystrzejszego i odważniejszego, to do niego należy inicjatywa. W filmie jest odwrotnie. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się Małgosia – jednak wcale nie po to, jak niektórzy by chcieli, by „dopiec tym okropnym mężczyznom” (chociaż nie da się ukryć, że feministyczna retoryka jest tutaj dosyć mocno zaznaczona) – ponieważ jest od brata dużo starsza. Dzięki temu twórcy uniknęli oskarżeń o to, że dziewczynka odbiera coś chłopcu, próbując pokazać mu, że jest od niego lepsza. Różnica wieku sprawia, że zupełnie naturalne jest to, że to ona dowodzi. Łatwiej jest nam się również oswoić z faktem, że TA Małgosia stoi już na progu dorosłości, szuka dla siebie właściwiej roli, miejsca w społeczeństwie i staje się kobietą. Nie razi nas również ocalenie, które z sobą niesie, mimo iż ma ono inny wymiar niż ten, który znamy z pierwotnej wersji. Przestawienie imion w tytule nie jest więc wcale wyrazem potępianej przez niektórych poprawności politycznej, ale jest całkowicie uzasadniona fabularnie.

Zmieniono także rolę okrutnej Baby Jagi (genialna Alice Krige). Ona nie tuczy Małgosi w sposób dosłowny, pragnie nakarmić ją wiedzą, utuczyć wolnością. Chce by ta zerwała społeczne kajdany, zerwała z narzucanymi jej rolami. Małgosia odkrywa w końcu swoją wewnętrzną siłę, dzięki przewodniczce dowiaduje się, że może żyć inaczej. Nie chce zgodzić się jednak na warunki jakie ta przed nią stawia. Chce być wolna na swoich warunkach, nie chce wyciąć z siebie pierwiastka męskiego. Szybko odkrywa, że wykonując wolę wiedźmy może zrzuci kajdany społeczne, da się jednak spętać inaczej – stanie się niewolnicą wiecznego głodu. Obserwujemy więc na srebrnym ekranie, ubrane w baśniowy, mroczny kostium, starcie dwóch nurtów feministycznych, z których jeden jest bardzo radykalny i pogardza mężczyznami (niczym Valerie Solanas), a drugi (kolejna fala) szuka porozumienia i akceptacji. Chociaż muszę przyznać, że brak ojca jest tutaj niepokojący, zwłaszcza w kontekście legendy, którą czarownica zaszczepiła w umyśle Małgosi… I na tym skończę już snucie swoich domysłów i rozbieranie treści na części pierwsze, żeby nie odbierać wam całej zabawy i satysfakcji z kolejnych odkryć.

Nie jest to oczywiście film pozbawiony wad. Niektóre symbole są nieco przejaskrawione i pozbawione oryginalności (siekiera, drzewa, słoik z mazią, drąg, las). Niewiele powiedziała mi, niepasująca do całości (chyba, że ktoś mi to wyjaśni?), scena z grzybkami i wklejony na siłę leśnik. Rozmowa z niedoszłym pracodawcą z marszu wskazuje kierunek treści, nie pozostawiając wiele miejsca na subtelną grę z domyślnością widza. Zresztą podobnie jest w zakończeniu, gdy Małgosia niejako wyjaśnia nam co się wydarzyło. Tak jakby zwątpiono w widza, w jego zdolność interpretacji i rozumienia. Biorąc jednak pod uwagę całość, łatwo te pojedyncze grzeszki twórcom wybaczyć.

To film przede wszystkim dla tych, którym nie przeszkadza nieśpiesznie tocząca się akcja, dla tych którzy lubią baśniową grozę, treści wymykające się jednoznacznej interpretacji i dla tych, którzy lubią po seansie zastanowić się nad sensem pojedynczych scen. Małgosia i Jaś zaspokoi waszą potrzebę cudowności. Film zahipnotyzuje was także doskonale – w każdym detalu – przygotowanymi zdjęciami. Warto również zwrócić uwagę na muzykę Robina Couderta, która w bardzo subtelny sposób uchyla nam drzwi do kameralnego świata baśni.

*Widać, że inspiracje sięgały głębiej niż do Grimmów, bo to oni zastąpili w swoich historiach matkę, macochą.

**Chatka w tej historii nie jest z piernika. Grimmowie i tak byli łagodni, ich piernikowy domek jest subtelny. W rosyjskiej wersji tej baśni (Piękna Vasilisa) chatka zbudowana była z ludzkich kości i czaszek. Domek czarownicy jest bowiem odpowiednikiem ludzkiego ciała, a czarownica jest jego istotą. To postać, która daje życie i jednocześnie je zabiera. Ta baśń łamie tabu kanibalizmu. Dzieci trwają w relacji pasożytniczej z Babą Jagą, dopóki ta nie staje się zbyt krwiożercza. Grę o ciało w tym wypadku wygrywa Małgosia.

***I w tym wypadku nie zachowano wierności Braciom Grimm. Ich zakończenie jest jednoznaczne. We wcześniejszych wersjach baśni wcale nie było jednak wiadomo czy dzieci po powrocie do domu będą już bezpieczne i co się z nimi dzieje. Tutaj powrót do domu jest tylko częściowo dosłowny, bo nie dla każdego z nich dawny dom jest nadal domem.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com