Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wieczór z rekinem #26 Wielki rekin i wielka ośmiornica

Mogłabym napisać, że to było straszne, ale kogo miałabym oszukać? Każdy kto śledzi cykl o rekinach, dobrze wie, że już nie takie rzeczy się oglądało. Mogę więc tylko, po raz kolejny, podkreślić, że trzeba ogromnego samozaparcia i chęci, by niestrudzenie przedzierać się przez takie „dzieła”. Tym razem najboleśniejsze dla oczu okazało się tak naprawdę tylko pierwszych piętnaście minut. Później było już z górki. Pośród chałowatych filmów o rekinach, ten zalicza się do grona tych mało elektryzujących.

Megaszczęki kontra Megamacki, to kolejna produkcja, w której pojawia się sporych rozmiarów rekin (megalodon), który przetrwał zahibernowany miliony lat i przez przypadek został uwolniony. Jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa jest głodny i wkurzony. Żeby było ciekawiej ma kolegę (albo koleżankę): ogromną, prehistoryczną ośmiornicę. Okazuje się, że milion lat temu, zlodowacenie przerwało im walkę na śmierć i życie. Trwały więc w ogromnej bryle lodu, zwarte i gotowe do kontynuowania potyczki. Dokończyły walkę, gdy tylko odtajały i się powtórnie odnalazły. Dobrze, że, oba stwory były dosyć pamiętliwe, bo gdyby nie zajęły się w końcu sobą, tylko zawarły sojusz, ludzkość nie miałaby najmniejszych szans. Zwłaszcza, że ekipa ratująca świat, w pocie czoła produkuje chemiczne „COŚ na stwory”, co w końcu okazuje się nie działać… i jeszcze są z siebie dumni.

Bestie ewidentnie są w szoku. Pewnie nie odpowiada im współczesny klimat: jest zbyt ciepło, źle się oddycha, wody są zanieczyszczone. Kiedyś wszystko miało inny smak… Nie można się więc dziwić, że szaleją. Rekin próbuje zajeść stres mostem Golden Gate, w akcie rozpaczy wzbija się nawet w przestworza i połyka jednym chłapnięciem samolot pasażerski. Ośmiornica, również reaguje na zmiany agresywnie: niszczy japońską platformę wiertniczą, rozwala macką myśliwiec w locie i roztrzaskuje w pył kilkanaście amerykańskich okrętów podwodnych. Trzeba przyznać, że ktoś tu miał z pomysłami niezły rozmach, szkoda tylko, że nie było pieniędzy by je jako tako zrealizować… Dlatego oprócz paru atrakcyjnych (pojęcie względne) scen, na ekranie oglądamy głównie gadające głowy i słuchamy pseudonaukowych dywagacji. Widz zostaje nawet „skazany” na romans głównej bohaterki z niejakim doktorem Shimado, który to wpada na dosyć dziwaczny pomysł (ale to musicie przeżyć sami) pokonania potworów.

Mamy do czynienia z produkcją wytwórni Asylum, więc budzące zażenowanie efekty specjalne (piksele rządzą), to żadne zaskoczenie, wołający o litość brak logiki również. Nie dziwią także aktorzy wynajęci najwyraźniej za paczkę gwoździ. Z ekranu swoim małotalenciem atakują nas m.in.: Emma, czyli blondyna udająca naukowca (w tej roli Deborah Gibson, która w latach dziewięćdziesiątych była piosenkarką), agent rządowy Alan Baxter (czyli znany bardziej jako Renegat Lorenzo Lamas, który z racji wieku już spektakularnie nie kopie wrogów, ale i tak gra tutaj po prostu siebie) i szalony naukowiec Lamar Sanders (Sean Lawor).

Głównym problemem Megaszczęk i Megamacek jest to, że tytuł jest w zasadzie streszczeniem filmu, a on sam niczym szczególnym się nie wyróżnia. Żadnej ciekawej mutacji i wszystkiego za mało. Jeśli ktoś lubi tego typu filmy i często je ogląda, nie będzie zbytnio zaskoczony. Jedyne, co może nieco rozpalić naszą wyobraźnię, to założenie, że rekin i ośmiornica zanim się „pokłócili” zdążyli spłodzić, znanego nam z innego filmu stwora: ośmiorekina (Ośmiorekin).

To film dla każdego kto:

– lubi oglądać wielkie stwory
– chce zobaczyć, jak rekin połyka lecący samolot
– ma do zmarnowania 90 minut życia

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com