Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wywiad. Michał Stonawski

Pierwsze pytanie, które mi się nasuwa: dlaczego zjawiska paranormalne?

Dobre pytanie – dlaczego miałbym badać coś, co bywa niebezpieczne? Odpowiedź na to pytanie jest tylko jedna: ciekawość. Zjawiskami paranormalnymi nazywamy wydarzenia, które zostały zaobserwowane przez kogoś, ale nie zostały zbadane. Więcej – współczesna nauka nie ma dobrych narzędzi, by je zbadać, dlatego mówi się o nich w kategoriach wiary. Być może za jakiś czas ktoś rozwikła tajemnicę i okaże się, że – na przykład – zjawiska paranormalne są procesami związanymi z mechaniką kwantową, ale póki co osoba taka jak ja, badająca je i spisująca, może czuć się jak odkrywca, który sprawdza co też kryje się tam, gdzie na mapie widnieją białe plamy. To jest niesamowicie ekscytujące!

Wcześniej brałeś udział w projekcie związanym z nawiedzeniami pt. Mapa Cieni. Czym  różni się twoja najnowsza książka od Mapy?

Wymyślając Mapę Cieni dopiero dotykałem tematu zjawisk paranormalnych, oraz nie czułem się kompetentny jako pisarz. A mimo to, bardzo chciałem zbadać i opisać badane przeze mnie miejsca. Poza tym, myślałem o tej książce przede wszystkim w kategoriach nie reportażu, a beletrystyki. Reportaż posłużył więc jako podkładka pod opowiadania. Kiedy czytam, chcę wierzyć, że świat który mam przed oczami jest realny. Myślę, że takie „zawieszenie wiary” to wymóg dobrej immersji. No i to samo chciałem osiągnąć w Mapie Cieni – czytelnik może przeczytać opowiadanie grozy, wiedząc, że powiązane jest bezpośrednio z prawdziwym nawiedzonym miejscem. Nie znalazłem nigdy wcześniej takiej książki i było to jej zarówno zaletą, jak i wadą, ponieważ żaden wydawca nie wiedział, jak dobrze taki temat ugryźć. Dlatego pracę nad książką skończyliśmy w 2013 roku, a wyszła ona dopiero w 2017, po wielu bojach i przygodach z różnymi wydawcami, którzy książkę chcieli wydać, ale ostatecznie odrzucali.

No i ważne było i to, że nie byłem jedynym autorem książki. Research robił ze mną Krzysiek Biliński (również autor jednego z opowiadań), a każde z opowiadań było innego autora. Jak wspomniałem, nie byłem wtedy pewien swoich możliwości pisarskich, no i również chciałem dać taki projekt społeczności pisarzy grozy, która w tamtym czasie (2012/2013) dopiero rosła w siłę.

Paranormalne w porównaniu z Mapą są o wiele mniej skomplikowane. Po pierwsze, są tylko moje, o drugie, jest to tylko forma reportażu. Za to w kwestii przygotowania i pracy, jaką musiałem włożyć, była to o wiele trudniejsza książka.

Mapa ma być wznowiona przez Wydawnictwo IX, możesz zdradzić na jakim etapie  są już prace?

W chwili, kiedy odpowiadam na te pytania, jestem już na końcówce prac redakcyjnych. Wcześniej, rok temu, przepisałem w zasadzie całą książkę (czyli wszystkie historie) od nowa.

Tytuł będzie taki sam?

Mapa Cieni pozostanie, ale pojawi się inny podtytuł: „Opowieści z nawiedzonych miejsc”. Myślę, że to jest bardzo adekwatna nazwa.

Okładka zostanie zmieniona?

Cóż, w przypadku Mapy okładka nie zostanie zmieniona. Za oryginalną odpowiada Darek Kocurek i dalej jestem pod jej pozytywnym wrażeniem, nie wiem, czy ktoś mógłby zrobić lepszą grafikę. No i fajne jest i to, że znaleźliśmy się na niej z Krzyśkiem razem.

Wiesz już może, kiedy mniej więcej się ukaże?

Nie, niestety nie wiem, ale myślę, że na pewno w tym roku.

Przejdźmy teraz do twojej najnowszej książki pt. Paranormalne, w której opisujesz nawiedzone miejsca w Polsce. W jaki sposób zdobywałeś do materiały do tego reportażu?

Najpierw przeprowadziłem research wstępny, spisując najbardziej obiecujące nawiedzone miejsca, o których udało mi się usłyszeć, bądź o których przeczytałem. Wypytywałem kontakty, szukałem nowych znajomości, zagłębiałem się coraz bardziej w fora, grupy na facebooku i docierające do mnie plotki. Potem wystarczyło tylko wyłowić te historie, które będą najciekawsze i… badać. Tutaj bardzo pomogli mi świadkowie zdarzeń, eksperci (w tej roli egzorcyści), oraz praca w archiwach i bibliotekach, gdzie mogłem weryfikować fakty.

Czy każde z miejsc odwiedziłeś?

Każde. Aby napisać o danym miejscu, muszę w nim najpierw być. W niektórych z nich byłem nawet po kilka razy, szukając kolejnych historii.

Było też kilka takich, w których byłeś sam. Bałeś się?

Określiłbym to uczucie mianem „niepokoju”… ale można być niespokojnym, kiedy idzie się badać nawiedzony dom (i ostatecznie znajduje się same ruiny), ale jest już ciemno, jesteś poza Warszawą, w ciemnym lesie, droga z asfaltowej robi się błotnista, wieje chłodny wiatr, bo trwa zima. I nagle jesteś tylko ty i mała latarka. Jadące gdzieś dalej drogą TIRy sprawiają, że między drzewami niesie się dziwne echo, jakby wycie. W takich chwilach zastanawiałem się, czy przeć dalej, czy być może warto byłoby jednak zawrócić…

Czy kiedyś coś ci zagrażało? Ktoś cię zaatakował?

Nie, aczkolwiek bywały przypadki, kiedy byłem traktowany z pogardą, złością, werbalną agresją (mówiąc prościej: przekleństwa), a nawet grożono mi pobiciem. W najgorszym przypadku grożono mi prokuratorem. Nigdy jednak nie byłem bezpośrednio zaatakowany.

Podobno cisza nawiedzonych miejsc jest „inna”. Zdradź nam coś więcej na temat.

To takie moje spostrzeżenie, nie wiem, czy inni badacze reagują w ten sam sposób. Dla mnie to jest tak, jakbym nagle znalazł się za kotarą oddzielającą zwyczajny świat od tego w którym się znajduję. Dojmująca „grobowa” cisza.

Jak ludzie reagują, gdy próbujesz z nimi rozmawiać?

Duża część osób, z którymi się spotkałem była bardzo przychylna. Więcej – osoby, których najbardziej się obawiałem, starsze panie czy panowie w podeszłym wieku, reagowali na moje pytania z powagą i odpowiadali rzeczowo. Ale są też i takie osoby, które na samo słowo „duch” reagują agresją. Dla nich oznacza to zwykle zaściankowość, zabobon, wstyd. Rozumiem to, chociaż nie podzielam takich opinii – historie o duchach to coś, co towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Nie trzeba w nie wierzyć, w takim wypadku mogą być dowodem po prostu na to, że jesteśmy ludźmi. Że jest w nas coś więcej – wyobraźnia i zdolność do abstrakcyjnego myślenia.

Jak wygląda twój proces twórczy? Czy opisujesz kilka historii na raz, czy zabierasz się za kolejną dopiero, gdy zakończysz poprzednią?

Zwykle badam więcej, niż jedną historię na raz. Bardzo bym chciał, móc  poświęcić każdej z nich czas osobno, ale w grę wchodzi niestety brutalna logistyka – czas i pieniądze. Za to w momencie, kiedy dochodzi do samego procesu pisania, mogę już zająć się historiami we właściwym porządku.

Którą historię najlepiej ci się opisywało, a z którą miałeś największe problemy?

Najtrudniejsza dla mnie do opisania była historia bloku samobójców z Tarnowa. Nie z powodu swojej zawiłości. Po prostu stanąłem wobec przerażających i bardzo smutnych historii ludzi, którzy nie potrafili dłużej istnieć. Piekła, jakie przeżyły ich rodziny. Ta historia najbardziej mną wstrząsnęła.

Najłatwiej zaś opisywało mi się historię warszawskiej femme fatale. Uwielbiam okres XIX i wczesnego XX wieku i zanurzenie się w tamtym świecie było dla mnie mocno inspirujące. Słuchałem muzyki z tamtego okresu, paliłem fajkę i pisałem. Całkowicie przesiąkłem tamtym światem i jego realiami.

Masz swoje ulubione miejsce do pisania?

Mam swój salon. Stoją tu regały z książkami, na podłodze leży dywan. Pachnie starym papierem, a wieczorami panuje łagodny półmrok. Parzę herbatę i jestem gotowy do pisania.

A jakieś rytuały? Coś bez czego nie zaczynasz pisać?

Jak wspomniałem – herbata. Gorący earl grey. Poza tym uwielbiam pisać przy muzyce – musi być to tylko muzyka dobrana pod styl tego, co aktualnie piszę.

Przy czym pisałeś Paranormalne? Czy każde opisane miejsce to inny utwór? Jak wygląda Twoja „muzyczna mapa nawiedzeń”?

W większości przypadków wspomagałem się moją playlistą na Spotify, do której co jakiś czas dołączam kolejne kawałki – mimo, że pisałem zamknięty w pokoju, to i tak mój brat i ówczesna dziewczyna mieli okazję tego słuchać i słyszałem potem wiele narzekań w stylu „dlaczego chcę wywołać u nich depresję”… dość powiedzieć, że prócz muzyki a’la filmowej (Zimmer, Vangelis, Aronofsky), na playliście znajduje się sporo kawałków od Atrium Carceri, co faktycznie może wbijać w depresję i poczucie zagrożenia… mam jeszcze swoją specjalną muzykę do pisania (soundtrack z amerykańskiego Solaris), ale jej zwykle używam do pisania beletrystyki. Z tym konkretnym soundtrackiem muszę uważać, bo wyrobiłem już sobie odruch jak u psa Pawłowa – kiedy tylko słyszę pierwsze nuty, po prostu muszę pisać.

Wyjątkiem przy Paranormalnych był rozdział poświęcony wydarzeniom z przełomu XIX i XX wieku, kiedy zamknąłem się w muzyce jak najbliższej epoce, którą opisywałem, dodatkowo robiąc sobie „tło” przeglądaniem starych zdjęć z okresu.

Jak radzisz sobie z rozpraszaczami? Mediami społecznościowymi itp.?

Kiedy mam czas na pisanie, wyłączam wszystko, prócz laptopa na którym piszę. Po prostu znikam ze świata. Często też piszę nocami, kiedy wszyscy inni śpią, a mi najłatwiej jest się skupić na pracy.

Masz już kolejne literackie plany?

Mam. Dużo. Ale opowiem o nich, kiedy już będą bliższe urzeczywistnieniu się.

Czy powstanie druga część Paranormalnych? Masz już materiały? Możesz zdradzić cokolwiek?

Powstanie. Zacząłem już pracę przygotowawcze, można powiedzieć „preprodukcję”, ale nie mogę póki co nic więcej powiedzieć.

Opowiedz jeszcze proszę, w jaki sposób trafiłeś do Znaku, bo to niesamowita historia.

To dosyć… niezwykła historia, bo zdarzyło się to jakiś czas po premierze Mapy Cieni. Myślałem wtedy nad kolejną książką o duchach, ale plany te wydawały mi się odległe, chciałem popracować nad zbiorem opowiadań, może powieścią. Któregoś dnia mój znajomy, Sławek Nizner napisał do mnie, że Znak jest mną zainteresowany w kwestii reportażu o duchach (najwyraźniej byłem „na językach”) i żebym napisał do redaktora tego wydawnictwa. Napisałem. Zostałem poproszony o przykłady mojej twórczości, potem zostałem zaproszony na obiad, przedstawiłem swoje oczekiwania, wydawca przedstawił swoje… i przypadliśmy sobie do gustu. Zaistniała możliwość, by książka powstała. I chcę powiedzieć, że strasznie się z tego powodu cieszę – miałem wcześniej doświadczenia z rynkiem wydawniczym i małymi wydawcami i nie były one – delikatnie mówiąc – najlepsze. W wydawnictwie Znak poczułem się potraktowany jak człowiek. Jak partner w biznesie. Serdecznie. Jestem debiutantem, wielu rzeczy nie wiem – wszystko o co pytałem, było mi cierpliwie wyjaśniane. Mówię to, ponieważ jest we mnie sporo wdzięczności właśnie za to, jak to wszystko się potoczyło i na jakich ludzi trafiłem; Roberta, mojego redaktora prowadzącego, jak i resztę zespołu – Marię z działu marketingu, oraz redaktorów i korektorów, którzy pomogli mi doszlifować książkę.

Miałeś wpływ na wybór okładki? Muszę przyznać, że jest fantastyczna.

Tak – i to był bardzo trudny wybór. Dostałem trzy propozycje i każda z nich była bliska ideałowi. Ostatecznie zdecydowaliśmy się z wydawcą na zieloną z uwagi na jej nastrojowość.

Zdradź jeszcze jak długo pisałeś książkę?

Dwa lata – tyle trwało wszystko, zaczynając od „preprodukcji”, czyli wstępnego researchu, przez research właściwy, odwiedzanie każdego z tych miejsc, znajdywanie świadków, rozmowy z nimi, aż po właściwe pisanie polegające już tylko na stukaniu w klawisze.

Do jakiego czytelnika kierujesz swoją najnowszą książkę?

Chciałbym powiedzieć: każdego, ale zwykle takie książki są dla nikogo. Kiedy wyobrażam sobie mojego czytelnika, zwykle widzę kobietę, która lubi czytać grozę i do tego interesuje się zjawiskami paranormalnymi. Ma otwarty umysł na tyle, by zastanawiać się, czy są jakiś granice poznania, a jednocześnie nie jest naiwna, by wierzyć we wszystko bez jakiejkolwiek weryfikacji. To oczywiście tylko moje wyobrażenie – wiem, że to, co piszę, czytają różni ludzie, mężczyźni, kobiety, ludzie w różnym wieku. Chyba jedynym, co ich łączy jest nieposkromiona ciekawość, która kieruje również mną.

Bałeś się pierwszej recenzji?

Kiedyś powiedziałbym, że tak – bo bałem się krytyki. Dzisiaj za krytykę jestem wdzięczny i jej wyczekuję. Bałem się natomiast, że książka ogólnie okaże się fiaskiem, że być może nie trafiłem ze swoim pomysłem na to, jak ma ona wyglądać, w preferencje czytelników. Bałem się zawieść wszystkich tych, którzy wydali swoje pieniądze i poświęcili swój czas dla tej książki.

Co powiedziałbyś komuś, kto chce zacząć przygodę ze zjawiskami paranormalnymi?

Powiedziałbym: ostrożnie. Można badać historie, można odwiedzać takie miejsca. Ale nie należy wywoływać duchów, przyzywać ich do siebie. Obojętnie, czy się w nie wierzy, czy nie, jest to rzecz niebezpieczna dla każdego człowieka.

Jak bardzo świat zjawisk paranormalnych różni się od tego, co pokazuje nam się w filmach i o czym czytamy w książkach (mam oczywiście na myśli fikcję literacką)?

Popkultura traktuje ten temat bardzo „po macoszemu” z grubsza pewne rzeczy się zgadzają, ale jeśli wejdziemy w szczegóły, okazuje się, że prawdziwy paranormalny świat jest dużo bardziej zróżnicowany, głęboki, fascynujący i posiadający wiele perspektyw. Zresztą, nie trzeba szukać wcale daleko – wystarczy zobaczyć, co zachodnia popkultura zrobiła z wampirami, a czym były prawdziwe europejskie wąpierze, których pochówki co jakiś czas odkrywa się tu i ówdzie. Bogactwo i baśniowość kontra spłycenie motywu by dostosowany był „dla wszystkich”.

Chciałabyś, by ktoś na podstawie twojej książki coś nakręcił? Serię dokumentów? Może serial? Gdyby miał powstać film, to którą z historii najchętniej być obejrzał?

Chciałbym. To chyba jest marzenie każdego pisarza, by zostać zekranizowanym – zobaczyć to, co się miało w głowie oczyma innych ludzi, na ekranie. Mnie się to trochę udaje w pracy z grami, kiedy kreuję jakiś świat, a potem mogę go oglądać na ekranie komputera, ale to też inne medium. A którą z historii bym najchętniej obejrzał… wydaje mi się, że albo tą o duchu z ul. Wilczej, albo też o Femme Fatale z Nowogrodzkiej – obie wydają mi się nośne, a przy tym usytuowane w mojej ulubionej pod względem wieloznacznego „vibe-u” epoce.

Czekając niecierpliwie na Mapę Cieni i Paranormalne 2, życzę ci urzeczywistnienia kolejnych literackich planów, no i ekranizacji!

Dziękuję za rozmowę!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com