Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Karma wraca

Tomasz Siwiec zrobił mnie totalnie w bambuko, i to do tego stopnia, że musiałam mieć naprawdę głupią minę podczas lektury. Wiedząc wokół jakiej tematyki krąży głównie jego twórczość, po przeczytaniu blurba Zguby, spodziewałam się zupełnie innej opowieści. Bo skoro tytułowa Zguba ma prawowitego właściciela, który chcąc ją odzyskać, gotów jest zaryzykować własne życie (i wymyślił tę historię Siwiec), to przecież musi chodzić o jakiegoś chorego zwyrodnialca, który da popalić głównemu bohaterowi, prawda? No, „stety” niestety, nie. Zamiast spotkania z popaprańcem i psycholem autor oferuje nam bowiem coś zupełnie różnego od tego, do czego nas do tej pory przyzwyczaił.

Na początku opowieści, bez zbędnych ceregieli, poznajemy Krzysztofa, który wracając z wizyty u rodziców, znajduje w lesie porzuconego psa. Niewiele myśląc postanawia go przygarnąć i jest to jedna z lepszych decyzji w jego życiu. Psiak okazuje się niesamowicie sympatyczny i właściwie nie sprawia kłopotów, nic więc dziwnego, że relacja między naszymi bohaterami bardzo szybko się zacieśnia. Dzięki Zgubie Krzysztofowi udaje się nawet poznać pewną prześliczną dziewczynę! W pełni rozumiemy więc uczucia mężczyzny, który pokochał swoją nową, dzieloną z czworonogiem, codzienność. Niestety, jak to w życiu zwykle bywa, sielanka nie może trwać wiecznie, okazuje się bowiem, że za psem ktoś tęskni, a to postawi naszego bohatera w trudnej sytuacji. I w tym miejscu powinny zacząć dziać się te wszystkie nieprzyjemne rzeczy, które sobie wymyśliłam (np. że psychopata notorycznie wykorzystuje swojego psa, by tropić i wykańczać empatycznych wrażliwców lub, że nasz bohater ma schizofrenię – kto czytał uważnie, ten wie dlaczego), ale jak już wspomniałam, autor poszedł tym razem zupełnie inną drogą.

Zguba, to krótkie, napisane w bardzo przystępny sposób opowiadanie z morałem. Mimo niewielkich gabarytów, zawiera w sobie spory ładunek pozytywnej energii. Losami jej wystawionych na bolesną próbę bohaterów, rządzą bowiem przychylne im zbiegi okoliczności, które popychają ich ku szczęśliwemu zakończeniu. Tomasz we wstępie wyraził nawet pewną obawę, że opowiedziana przez niego historia może okazać się dla czytelników zbyt naiwna. I muszę przyznać, że taka właśnie jest, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Dzięki takiej, a nie innej formie, może nas pokrzepić, przywrócić nam wiarę w ludzi, pokazać, że jeszcze potrafimy troszczyć się o innych i zaszczepić w naszych serduchach nadzieję.

P.S. Siwcowy pies przypomina mi nieco kota z powieści pt. Mój przyjaciel kot. Oba zwierzaki znalazły się w dosyć podobnej sytuacji. I chociaż historie, które z niej wynikają są zupełnie inne, to łączy je jedno: dobrzy ludzie.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2019 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com