Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wieczór z rekinem #36 Klatka-pułapka. Z rekinami

Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale muszę nieco odsapnąć od zmutowanych i latających rekinów. Okazało się, że istnieje jakaś granica dawki absurdu, którą jestem w stanie w siebie miesięcznie wtłoczyć. Dlatego dzisiaj będzie – mniej więcej – na poważnie, ponieważ opowiem wam o produkcji, która mocno zrewidowała moje wakacyjne plany. Bo musicie wiedzieć, że kiedyś marzyło mi się nurkowanie w klatce z rekinami. I roiłam sobie nawet, że może wystawię z niej rękę i zdążę jakiegoś poklepać  – taka odważna byłam. W marzeniach. Po obejrzeniu Podwodnej pułapki (47 Meters Down 2017) stwierdziłam, że na pewno tego nie zrobię. I nie chodzi tylko o lekkomyślne dotykanie rekina, ale że już raczej nie ma na świcie takiej siły, która skusi mnie do wejścia do takiej klatki. A jeśli już istnieje, to na pewno nie będę robiła tego po kosztach i na lewo…

Film wypada więc naprawdę świetnie jako antyreklama pseudofiremek zapewniających podobne atrakcje turystyczne za półdarmo i „na skróty”. Poza tym trzeba przyznać, że Johannes Roberts (scenariusz i reżyseria) oraz Ernest Riera (scenariusz) mieli naprawdę ciekawy pomysł na fabułę. Mało tego! Udało im się nawet stworzyć niezwykle sugestywny i przytłaczający widza beznadzieją klaustrofobiczny klimat. Tym bardziej szkoda, że ogólne wykonanie Podwodnej pułapki kuleje. No cóż, najważniejsze, że pojawiają się tutaj rekiny. Co prawda niezbyt często, niezbyt nachalnie, bo zamiast dominować, po prostu czają się gdzieś w mroku, ale trzeba przyznać, że to właśnie dzięki temu wypadają dość realistycznie. Nie przypisuje im się tutaj także jakiejś wymyślnej motywacji, zemsty ani złośliwości, która kazałaby im atakować i pożreć dwunogi ośmielające się pojawiać w ich polu widzenia. One tylko, zwyczajnie, jak co dzień „patrolują” okolicę, a że coś się mięsnego przypałętało, to korzystają.

Tym razem rola potencjalnego podwodnego bufetu przypadła dwóm siostrom: Lisie (Mandy Moore) i Kate (Claire Holt), które postanowiły zaszaleć na urlopie w Meksyku. Ich początkowe rozterki i rozmówki, mające nam wyjaśnić „dlaczego Meksyk” i „jakie jesteśmy” nieco nużą, ale na szczęście nie trwają zbyt długo. Dziewczyny szybko kończą przynudzać i bez głębszego zastanowienia decydują się zanurkować w klatce „po znajomości”. Niestety mają pecha, bo lina pęka, w wyniku czego lądują na dnie – 47 metrów pod powierzchnią – i zaczynają rozpaczliwą walkę o przetrwanie. W tej sytuacji rekiny, to ich najmniejszy problem. Gorszy jest brak czasu, kończące się powietrze, wychłodzenie organizmu i choroba dekompresyjna. Jednym słowem utknęły w pułapce i są zdane same na siebie. Bądźmy bowiem realistami: czy ktoś kto organizuje nielegalne nurkowanie z rekinami, odda się dobrowolnie w ręce władz wzywając pomoc? Na ile można takim ludziom zaufać?

Właściwie, zachwalany już przeze mnie powyżej, pomysł z klatką na dnie, to totalny samograj. Co więc mogło pójść nie tak? Osoby, które znają się na nurkowaniu twierdzą zgodnie, że wystarczy podstawowa wiedza w tym temacie, by większość prezentowanych w filmie wydarzeń włożyć między bajki. Mnie tam owszem parę kwestii raziło (np. jakim cudem bohaterki się tak dobrze słyszą, skoro mają odkryte uszy? Dlaczego nie marzną?), ale umówmy się, że można na to wszystko przymknąć oko, zwłaszcza jeśli nie jest się zawodowym nurkiem. O wiele większym, jak dla mnie minusem okazało się to, że twórcy tak bardzo starali się by wydarzenia nie były oczywiste – jakby mało było napięcia -, że przeszarżowali. Dlatego trudno było mi uwierzyć w jedną z prezentowanych wersji i nie przekonało mnie otwarte zakończenie. Zdecydowanie korzystniej byłoby, gdyby trzymali się surowego minimalizmu, którym oczarowali widza w pierwszych podwodnych scenach. Snuta przez nich opowieść naprawdę miała wtedy sens.

Pomimo, że naciągany i że zawiodły w nim proporcje, da się ten film obejrzeć. Tym razem nie będę narzekać, że rekinów było mało, bo pojawiające się sporadycznie doskonale dawkowały napięcie. Aktorstwo jest zdecydowanie na wyższym poziomie, niż w oglądanych przeze mnie ostatnio filmach, więc nie powinnam się czepiać. Pomijając nienaturalne ataki paniki i drażniące piski Mandy wcielającej się w Lisę, trzeba przyznać, że panie poradziły sobie całkiem nieźle (zwłaszcza, że sceny były naprawdę nagrywane pod wodą! Szacun!). Chętnie dam jeszcze jednego plusa za emocje, nadzieję i pokazanie człowiekowi, że nie jest panem tego świata. 1:0 dla natury.

Ten film jest dla ciebie jeśli:

– boisz się nurkowania oraz głębokości i chcesz się upewnić w tym, że ten lęk jest słuszny;
– marzy ci się nurkowanie w klatce z rekinami;
– przeszło ci kiedyś przez myśl by korzystać z wakacyjnych atrakcji „po kosztach”;
Śmiertelna głębia i 183 metry strachu zaostrzyły twój apetyt na morsko-rekinie dramaty;
– lubisz patrzeć jak natura spuszcza manto dominującemu (we własnym mniemaniu) gatunkowi;
– znasz się na nurkowaniu i masz ochotę trochę pokrzyczeć i pozłorzeczyć na telewizor.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2021 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com