Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


Bler. Człowiek ze Światła! Poznaj POLSKIEGO SUPERBOHATERA!


Zapraszamy w pełną grozy podróż z mapą cieni


Czytam, bo lubię grozę


Szósty zmysł a dochodzenie w sprawie Boga

A wtedy rozchyla kurtkę, wykrzykuje rozdzierającym głosem jakieś zdanie i wykonuje gwałtowny ruch.
Rozlega się detonacja.
Coś przysłania niebo.
Porywa mnie fala powietrza.
Unoszę się.
Spadam.

Zazwyczaj, gdy mija pierwszy szok i opada kurz wzniesiony wybuchem, pośród odłamków szkła, gruzu, krwi i ciał przychodzi czas na pytania. Chcemy wiedzieć ilu jest rannych, ile osób nie żyje i czy są pośród nich nasi bliscy. Wściekli z bezradności pytamy kim był morderca, chcemy poznać jego imię i powód dla którego postanowił zabrać innym coś, co do niego nie należało. Łamiemy sobie głowę nad tym czy był samotnym wilkiem, czy działał w imieniu jakiegoś ugrupowania. W końcu z przerażeniem dopytujemy czy można było zapobiec tragedii i dlaczego służby za to odpowiedzialne nie rozpracowały w porę zamachowca. Z czasem pojawiają się następne wątpliwości, takie które zaglądają głębiej w sens naszego istnienia. Skąd bierze się zło i kto jest odpowiedzialny za ogrom przytłaczającego nas od tysiącleci cierpienia? Człowiek czy może jednak Bóg?

Nie inaczej mają się sprawy w spokojnym do tej pory miasteczku Charleroi. Z tą różnicą, że przypadkowym świadkiem samobójczego zamachu jest pewien wyjątkowy człowiek. Augustin Trolliet pozornie niczym się nie wyróżnia, dla większości osób pozostaje wręcz niewidzialny. Życie go nie rozpieszcza: pomieszkuje w squatach, chodzi wiecznie głodny i zadowala się resztkami ze śmietnika. Utrzymać się na powierzchni pomaga mu staż w miejscowym dzienniku Demain. Bezduszny szef tego szmatławca nie odpuści jednak żadnej szansy na to by go upokorzyć. Najważniejsze, że nasz pechowiec i fajtłapa ma pewien dar, dzięki któremu tylko on tak naprawę wie, co, a raczej kto, siedział w głowie Hasina Badawiego, gdy dokonywał on zamachu. Jako jeden z ocalałych, z wycofanego i zahukanego popychadła, przeistacza się w wytrwałego poszukiwacza odpowiedzi. Zaczyna prowadzić bowiem własne dochodzenie, dochodzenie w sprawie Boga.

Co jest tak wyjątkowego w Augustinie? Pamiętacie film pt. Szósty zmysł Nighta Shyamalana, w którym dziesięcioletni Cole widział duchy? Nasz bohater ma taki sam dar. W przeciwieństwie do filmowych, książkowe duchy z rzadka pozostają wśród żywych z własnej woli. Okazuje się, że to żyjący trzymają zmarłych przy sobie. Podobnie jak Cole, Augustin miewa czasami problem z rozróżnieniem czy ktoś z kim rozmawia pozostaje nadal wśród żywych. Wplatając jego śledztwo w toczący obecnie Europę lęk przed terroryzmem, Schmitt sprowokował głównego bohatera – i przy okazji także czytelnika – do refleksji nad źródłem zła. Dostajemy do wyboru jedną z dwóch opcji. Przesłuchiwany Augustin poznaje pogląd sędzi śledczej Poitrenot, która o wszelkie podłości i rzezie oskarża Boga. Według niej to on od tysiącleci zadręcza ludzi i to on zabija. Następnie nasz bohater, prowadząc wywiad ze znanym pisarzem – samym Schmittem – poznaje argumenty za tym, że to jednak człowiek jest wszystkiemu winny, że to jego szaleństwo, gwałtowność i ograniczenia niszczą pokój.

…przemoc jest patologią poznania. Fanatyk zamiast przyznać, iż jego umysł jest ograniczony, nie chce pogodzić się z tym, że nie wie, i woli uznać swoje subiektywne opinie za obiektywne prawdy. Przemoc pojawia się wtedy, gdy człowiek odrzuca własne ograniczenia.

Ostatecznie Augustin rozmawia z samym Bogiem. Spotkanie to przypomina wywiad z pisarzem, i to nie byle jakim, bo autorem trzech ksiąg (Stary i Nowy Testament oraz Koran), które od zarania dziejów prowokują ludzi do takich a nie innych działań. To co zaskakuje to fakt, że sam bóg przyznaje się do tego iż spartaczył i że nigdy nie napisze niczego więcej. Ta z rozmów prowadzonych przez Augustina rozczarowuje najbardziej. Wyczekiwana rozmowa ze stwórcą ogranicza się do niewielkiego fragmentu i ukazuje nam prawdę o tym, że nie jesteśmy w stanie pojąć jego istoty. Wbrew temu czego oczekujemy, nie kieruje się on przecież naszymi kryteriami i nie myśli w taki sposób jak ludzkie, dlatego też tak trudno jest nam go zrozumieć.

Nikt niczego nie rozumie z moich książek. Drukuje się je, sprzedaje, kupuje, cytuje, ale czyta się je byle jak. Człowiek sprawia mi ból.

Rozmowa przeprowadzona z Bogiem w formie wywiadu z pisarzem, otwiera kolejne pole interpretacji. Bo czyż autor nie jest poniekąd bogiem dla swoich bohaterów? Przecież to on powołuje ich do życia i kreuje światy w których żyją. To pozwala nam z zupełnie innego punktu widzenia spojrzeć na rozmowę jaką Augustin toczy w książce ze Schmittem. Takie postawienie sprawy nadaje sensu temu iż autor sam uczynił się bohaterem własnej książki. Początkowo wydawało mi się to niewłaściwe, sądziłam iż lepiej byłoby w jego miejscu „posadzić” jakiegokolwiek, istniejącego lub nie, pisarza. Później zrozumiałam cel takiego a nie innego wyobru.

Schmitt nie jest może u szczytu literackiej formy, ale Człowiek, który widział więcej jest całkiem przyjemną lekturą. Przynajmniej do czasu. Od początku zachwyca nas plastyczny język, który z łatwością ożywia na naszych oczach miasteczko i powołuje do życia bohatera, do którego nie sposób nie zapałać od pierwszych stron sympatią. Autorowi udało się tym razem nie popaść w emocjonalną przesadę i ckliwość, która niejednokrotnie dyskwalifikowała w moich oczach jego powieści, czyniąc je ciężkostrawnymi. Mimo to, w połowie historii o Augustinie coś się złamało. Tak jakby Schmitt chciał powiedzieć więcej niż był w stanie unieść papier. W tekście zaczynają więc pojawiać się nierówne fragmenty, i w efekcie obok doskonale zarysowanej lepkiej i dusznej atmosfery, odnajdujemy też niepotrzebną sztuczność.

Początek listopada to czas zadumy, czas w którym szczególnie mocno próbujemy zajrzeć w oczy własnej śmierci. Zastanawiamy się nad tym, w którym miejscu jesteśmy, dokąd zmierzamy i właściwie po co to wszystko. Najnowsza powieść Schmitta doskonale wpasowuje się więc w ten refleksyjny okres, stawiając przed nami trudne pytania, zmuszając do rozmyślania i nie dając gotowych odpowiedzi. Do Człowieka, który widział więcej trzeba podejść z otwartym umysłem, dać innym i sobie prawo do zwątpienia. Nie zaprzeczać od początku, że Bóg chrześcijan to nie ten sam Bóg, w którego wierzą islamiści, nie dać się zniechęcić myśli, że stwórca jest podłą i złą istotą, nie widzieć w nim tylko siwego staruszka z długą brodą… Z całą pewnością nie jest to książka odkrywcza. Przemyślenia o przemocy, o religijności, o wierze, która zabija i szukanie winnego już niejednokrotnie przewinęły się przez nasze życie. Na uwagę zasługuje tutaj przede wszystkim główny bohater i sposób w jaki owe rozważania wplotły się w jego życie.

– Allahu akbar – wrzeszczy Momo.
Następuje cisza, a potem rozlega się potworny huk.
Wybuch.
Nagle wszystko robi się białe.

Długich dni i zaczytanych nocy
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2017 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com