Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wściekle wściekłe rekiny

Pomijając już zaskakujące tłumaczenie tytułu, pierwsze sceny filmu wbiły mnie w siedzenie. Początek tak mnie zaszokował, że zapomniałam jak się gryzie chipsy! Na samym wstępie nie uświadczymy ani morza, ani głębin, ani lasek w bikini! Zamiast tych, stale towarzyszących filmom o rekinach elementów, widzimy dwa statki kosmiczne na kolizyjnym kursie. W wyniku ich zderzenia, tajemnicze COŚ spadło na Ziemię, jakby wszelkich katastrof było tu mało, i uderzyło prościutko w okręt. A gdzie? Oczywiście w Trójkącie Bermudzkim! Przyznaję, że mnie przytkało.

Po tym uroczym wstępie, przenosimy się do wnętrza podwodnego laboratorium, którego pracownicy utyskują na brak funduszy i na to, że wszystko się tutaj psuje. Nie zdają sobie spawy, że za niedługo naprawdę będą mieć powody do narzekania, gdyż w przeciągu kilku godzin stację nieźle zdemolują wkurzone rekiny. Nikt nie wie bowiem, że na dnie oceanu tkwią czerwone, kosmiczne kryształki, które działają pobudzająco na mieszkańców głębin. Zwłaszcza na tych uzbrojonych w mordercze szczęki. Uwięzionym pod wodą bohaterom z odsieczą spróbuje przybyć okręt podwodny, ale w wyniku niespodziewanej awarii zostanie unieruchomiony. Jak pech to pech! Na swoje (dodatkowe) nieszczęście naukowcy trafiają w końcu na ślad czerwonych kryształków, co sprowadza na nich kolejne niebezpieczeństwo, gdyż komuś bardzo zależy na tym by pozostały tajemnicą. Dlatego też na stację przedostaje się pewien Bardzo Zły Człowiek, którego celem jest zatuszowanie sprawy i wyeliminowanie świadków. W tym momencie film zmienia się w pełen sensacji obraz. I zaaferowani budowaniem zwrotów akcji twórcy zapomnieli, że na stacji brakowało już rzekomo tlenu, a wybuchy i pożary raczej nie zmieniają tego stanu na korzyść ludzi. Ogólnie rzecz ujmując: powstała straszna tandeta i bieda z nędzą. Z minuty na minutę coraz gorzej się to ogląda. A zakończenie jest jeszcze gorsze [spoiler]: obcy przylatują po swoje zabawki,  magicznie wysadzają stację, a ocalali bohaterowie (jak?!!!) teleportują się pod szybkę okrętu bojowego i stukają, by ich wpuszczono. No czad. [koniec spoilera].

Nie dziwię się, że rekiny są wściekłe, angaż w takiej produkcji to cios w skrzela i szarganie ich dobrego imienia. Poza tym, jak usłyszały warczenie, które podkładano podczas ataków, że one niby jak te tygrysy, lwy… to musiały zajeść stres i rozgoryczenie. Żaden szanujący się rekin, nie będzie przecież bronił przeterminowanego paliwa z innej planety, żrąc metalowe pręty, stal zbrojoną i kable. Dodatkowo akcji nie pomaga Zły, który jest niezniszczalny niczym Terminator. Nawet cios z harpuna w plecy  go nie powstrzymuje (tak na marginesie to godna naśladowania postawa człowieka oddanego pracy). Zresztą więcej tu takich umiłowanych w pracy: Linda Olsen (Vanessa Angel) żona głównego bohatera jest ewidentnie pracoholiczką, a niejaka Simona (Simona Williams) – pracownica z botoksową twarzą – przez większość filmu nie wstaje sprzed komputera. Nie dziwie się, że Corin Nemec (dr Mike Olsen)  tak ochoczo zagrał później w Rekinach z plaży, skoro nabył doświadczenia w takiej produkcji…

I biją nas tak po oczach, bez czucia i litości… Tylko czym? Romansem? Sci-fi? Sensacją? Jedynie motyw z UFOkami był tutaj naprawdę interesujący. Poza tym nic nie jest godne uwagi, bo ani sensownej treści, ani humoru, ani aktorów… Widz podczas seansu jest znudzony podobnie jak niemrawa załoga bojowej łodzi ratunkowej…

P.S. W 2008 roku reżyser postanowił znów postawić na rekiny (a te znów dały się wprowadzić w maliny). Tym razem wpuścił biedne stworzenia do kanału w Wenecji…(Rekin w Wenecji).

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com