Alicya w Krainie Słów


Drogę gubią ci, którzy obracają się za siebie


Koniec nie nadejdzie


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Wieczór z rekinem #28 Nie, to nie jest najgorszy film o rekinach

Czy można spacyfikować rekina stołkiem barowym? Można. Czy rekin może wpaść nam przez okno do mieszkania? Może! Czy rekin może kogoś zjeść latając w powietrzu?? No przecież, że może! Czy rekin może poradzić sobie na linie wspinaczkowej? Co za pytanie! Oczywiście, że może! A czy człowiek może przeżyć w rekinim żołądku? Oczywiście! I co lepsze, nie dość, że się nie udusi tkwiąc w rybich flakach, to jeszcze wyjdzie z nich bez żadnej skazy na urodzie (warto pomyśleć nad linią kosmetyków z soków trawiennych żarłaczy. Sukces murowany!).

Czyż świat Rekinada nie jest cudowny? A to dopiero pierwsza część!

***

Wymienione przez mnie drobne – przeczące wszelkim prawom logiki i fizyki – incydenty, nie mogą jednak równać się z tym, co stanowi „siłę” napędową i trzon Rekinada: a mianowicie absurdalny pomysł powołania „do życia” tornada, które zasysa rekiny z oceanu po to, by rozrzucać je nad biednym Los Angeles. Ów morderczy kataklizm obserwujemy podążając za głównym bohaterem Finem (Ian Ziering), który postanawia ocalić swoją eksżonę (Tara Reid) i dzieciaki przed deszczem wygłodniałych i krwiożerczych ryb. Towarzyszą mu: podrywająca go kelnerka (szybko jednak przenosi zainteresowanie z cnotliwego superhero na jego syna), leśny dziadek, czyli wiecznie nawalony, jak autobus w godzinach szczytu pijaczek i – nadgryziony już wcześniej przez rekina – osiłek. Oczywiście skład naszego dream teamu wciąż się zmienia i sukcesywnie uszczupla, bo przecież przeżyć mogą tylko ci najważniejsi.

Furgającym rekinom najwyraźniej całe zamieszanie bardzo odpowiada, niestety wrzeszczący, dwunogi bufet jest zdecydowanie mniej zadowolony. Dlatego też, nasz bohater, gdy już odnajdzie rodzinę i rekin zeżre nowego, wrednego partnera jego nieżony, postanowi rozprawić się z tornadem. Będą mu do tego potrzebne bomby, helikopter i piła łańcuchowa. MacGyver się przy nim chowa (ktoś jeszcze ma pojęcie, kim on w ogóle był? Z ciekawości pytam).

Postacie są nakreślone szczątkowo, a aktorzy na planie są spięci jak baranie cojones. Trudno w ogóle mówić w tym przypadku o jakiejś grze i wcielaniu się w role. Efekty specjalne, także nie zachwycają: to po prostu pikselowata padaka, a kicz wyziera z każdego zakamarka kartonowej scenografii. Wiele scen jest zupełnie pozbawionych sensu i zostały nakręcone tylko dlatego, że ktoś naiwnie uznał, iż będą śmieszne. Nikt tutaj nawet nie próbował ukrywać wpadek (chociażby momentu, gdy Tara biegnie wprost na kamerę, ale na szczęście w ostatnim momencie odskakuje w bok i nie niszczy sprzętu. Ujęć raczej podczas produkcji nie powtarzano). Tak, to jest naprawdę ZŁY film. Ale wcale nie to jest najważniejsze. Urok Rekinada tkwi w tym, że jest ono ŚWIADOMIE złe. A to czyni je produkcją, jak na sy-fy, udaną.

I chociażby dlatego będę do upadłego bronić Rekinada (2013) przed mianem najgorszego filmu o rekinach. Będę kruszyć kopie i płetwy z każdym, kto stwierdzi inaczej! Bo chociaż, to jedna z tych produkcji, w których fabuła jest czymś totalnie zbędnym, to jednak widziałam gorsze rzeczy. Zrozumie mnie każdy kto wycierpiał swoje podczas seansu Rekiniego egzorcysty, W poszukiwaniu zaginionego rekina lub Jurassic sharka.

Polecam wszystkim, którzy mają absurdalne poczucie humoru i dystans do określenia: „strata czasu”.

P.S. Jedna ze scen z Rekinado została zmałpowana w Rekinie zombie. A Tara grała również w Rekinie elektrycznym.

To film dla każdego kto:

– chciałby pojechać do Los Angeles ale go na to nie stać i szuka innych wymówek;
– chce się przekonać, że Rekinado wcale nie jest najgorszym filmem o rekinach;
– ma ochotę na kumulację absurdu i nieśmieszne żarty;
– chociaż to żaden argument: pamięta kim był McGyver;
– chce zobaczyć niezniszczalny helikopter i posilającego się w locie rekina.

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2020 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com