Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


Bestia z Piotrkowa Trybunalskiego

Przełom lipca i sierpnia w tym roku mamy bardzo upalny. Stojące w miejscu powietrze jest tak gęste, że spowalnia nawet czas, który przedzierając się z ledwością przez tę zasłonę gorąca, mozolnie człapie od wschodu do zachodu słońca. Zresztą podobnie jak my, chwilkę ukojenia znajduje tylko nocą. Równe trzydzieści lat temu wakacyjna pogoda, chociaż nie tak piekielna, również nie rozczarowywała. Niestety, to nie lipcowe ani sierpniowe, złocące skórę, słońce sprawiło, że lato 1988 roku w szczególny sposób zapisało się w zbiorowej pamięci Polaków…

29 lipca 1988 trzech chłopców: Tomasz, Artur i Krzysztof wybrało się popluskać nad wodę. To był ostatni raz, gdy beztrosko się bawiąc, poczuli kojący chłód wody na rozgrzanej skórze. Po raz ostatni również widzieli najbliższych, wesoło żartowali i snuli plany na bliższą i dalszą przyszłość. Dlaczego? Dlatego, że kierując się najzwyczajniejszą w świecie dziecięcą ufnością i ciekawością, posłuchali obietnic obcego mężczyzny i poszli z nim do jego domu. Klika dni później ich nadpalone ciała znaleziono porzucone w pobliskim lesie. Ktoś w brutalny sposób odebrał tym chłopcem przyszłość, zniszczył życie ich rodzicom i zarazem odebrał na długie lata spokój mieszkańcom Piotrkowa Trybunalskiego.

Chociaż w latach 1988-1989 nazwisko pedofila-mordercy powtarzały wszystkie media w Polsce, nie pamiętam go z tego okresu. Nie ma się zresztą czemu dziwić, gdy go złapano miałam trochę ponad pięć lat, więc to całkiem naturalne, że taka „sprawa” mnie ominęła. Słynnego Trynkiewicza pamiętam za to ze szkoły podstawowej. Przewijał się on dosyć często rozmowach, najczęściej przy okazji straszenia siebie nawzajem satanistami (stanowili oni w tym okresie miejską legendę, tak jak wcześniej Żyd lub Czarna Wołga). No cóż, jako dzieci nie zdawaliśmy sobie sprawy  z tego, jakie głupoty pleciemy obracając tak poważną sprawę w żart. Nie rozumieliśmy jeszcze także, że świat znacznie różni się od naszych o nim wyobrażeń. Skojarzenia Trynkiewicza z wyznawcami szatana nie wyssaliśmy sobie oczywiście z palca. Wielu dorosłych było wtedy przekonanych – i mówiło o tym wprost – że był jednym z nich. Zresztą do dziś niewiarygodne wydaje się, że Mariusz działał sam, w całej sprawie bowiem nadal jest zbyt wiele niewiadomych. Nie wiadomo jednak czy faktycznie stanowią one tajemnicę, którą morderca zabierze ze sobą do grobu, czy to to tylko efekt zbiorowej histerii i niedowierzania, że śmierć chłopców była przypadkowa i bezcelowa.

Nie tylko ewentualne powiązania z mordującymi dzieci satanistami sprawiły, że sprawa Trynkiewicza zapadła ludziom głęboko w pamięć, przez długie lata elektryzując i napawając strachem. Zanim wykonano zasądzoną karę śmierci, zmienił się ustrój polityczny i w efekcie zamieniono mu wyrok na dwadzieścia pięć lat więzienia. Chociaż wydawało się to wtedy wiecznością i wiele osób liczyło na to, że nie dożyje on do końca odsiadki, zawsze istniało niebezpieczeństwo, że jednak wyjdzie na wolność w 2014 roku. I stało się: wyszedł. Swobodą jednak się nie nacieszył, dzięki ustawie o bestiach został zamknięty w specjalnym ośrodku w Gostyninie. Nie chodziło tylko o to by ochronić jego przyszłe ofiary, na które w dobie internetu o wiele łatwiej byłoby mu polować, ale przede wszystkim by nie dopuścić do samosądu. Poza tym w niebezpieczeństwie były także osoby podobne do tego najbardziej znienawidzonego człowieka w Polsce. Odkąd wyszedł z więzienia policjanci dostawali wciąż zgłoszenia, że ktoś gdzieś widział Trynkiewicza, że to był na pewno on. Nieszczęście mogło więc wydarzyć się w każdej chwili.

Ewa Żarska w swoim reportażu pt. Łowca. Sprawa Trynkiewicza nie próbuje odpowiedzieć nam na żadne pytania, snuć teorii spiskowych ani rozwiewać wątpliwości. Nie zaciemnia przekazu, nie manipuluje czytelnikiem ani nie narzuca mu swojego punktu widzenia. Trzyma się przede wszystkim faktów (jedynie wstęp i zakończenie zdradzają cień emocji). Co warto podkreślić, w tej książce nie chodzi o epatowanie przemocą ani niezdrową fascynację złem, to nie jest także laurka dla mordercy, sporządzona z okazji trzydziestolecia zbrodni. Głównym z realizowanych w tym reportażu założeń jest bowiem przekazanie nam najważniejszych dostępnych informacji o sprawie Trynkiewicza w jednym miejscu. Kolejnym, przedstawienie działań służb śledczych – milicji, patologów i psychologów – w latach osiemdziesiątych oraz zrelacjonowanie postępów w dochodzeniu. Następnym, najmniej według mnie udanym, celem było ukazanie „wydźwięku” tej historii trzydzieści lat później.

O ile raporty, notatki z wizji lokalnych, zeznania itp., w ciekawy sposób przybliżają nam przebieg śledztwa, o tyle końcowa część książki z przeprowadzonymi współcześnie wywiadami, sprawia wrażenie doklejonej tutaj na siłę i napisanej bez pomysłu. Wyjątkiem są rozmowy z Januszem Sielskim, który prowadził sprawę morderstw i Grzegorzem Gałasińskim, który jako jedyny fotoreporter uczestniczył w wizji lokalnej z Trynkiewiczem. Te stanowią bowiem ciekawe dopełnienie treści. Reszta (Mariusz Trynkiewicz, Urszula Trynkiewicz, Robert Łojek – brat jednego z chłopów), jak już sygnalizowałam, wydała mi się nieporozumieniem. Wywiad z „pacjentem” z Gostynina nie doszedł do skutku, bo ten nie zgodził się w ogóle na rozmowę. Podobnie zresztą jak i jego matka. Gdy autorka w końcu „złapała” staruszkę, wracającą z zakupów i tak nie dowiedziała się od niej zbyt wiele. Może gdyby pisała reportaże o matkach morderców, wtedy przytaczanie tej rozmowy miałaby większy sens. A tak fragment ten, bez wnikania w to jakie były intencje autorki, wydaje mi się całkowicie zbędny. Zwłaszcza, że kobieta się już dosyć nacierpiała. Podobnie zresztą jak i rodziny zamordowanych dzieci. Wszystkich ich pozostawiono przecież bez pomocy finansowej i psychologicznej. Tak bardzo skupiono się na mordercy, że zapomniano o tym, że ofiar takich zbrodni jest więcej. Ofiar, które, o ile to w ogóle możliwe, chciałyby normalnie funkcjonować, z dala od ludzi, którzy próbują z butami wejść w ich życie.

Jeśli wcześniej śledziliście sprawę Trynkiewicza, z Łowcy nie dowiecie się niczego czego byście już nie wiedzieli. Jeśli jeszcze o nim nie słyszeliście, stąd dowiecie się wszystkiego co konieczne. Mimo podjętego tematu, dla mnie lektura okazała się przede wszystkim sentymentalną podróżą. Przenosząc czytelników w czasy, w których najpopularniejszymi papierosami były Klubowe, używano dezodorantu Rywal, nie było internetu, a dzieci wychodziły na dwór bez telefonów komórkowych i namierzających je GPSów, bo ich po prostu nie miały (zresztą mało kto miał wtedy telefon stacjonarny), autorka skłoniła mnie bowiem przypomnienia sobie jak to było być dzieckiem w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. W efekcie nazwisko mordercy znów zaczęło pojawiać się w moich rozmowach ze znajomymi i rodzicami. Teraz jednak już w zupełnie innym kontekście, dalekim od legend o satanistach. Ciekawiło mnie przede wszystkim ile pamiętają, jaki wpływ miały na nich wydarzenia tamtego lata i czy w ogóle zwrócili uwagę na to, co miało miejsce w 2014 roku.

Długich dni i zaczytanych nocy.
Podążajcie za Atramentowy Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com