Alicya w Krainie Słów

Trwają prace techniczne nad stroną. Niektóre funkcję mogą nie działać poprawnie. Przepraszamy za utrudnienia.


Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia największą przyjemność


Drogę gu­bią ci, którzy oglądają się za siebie


Nigdy niekończąca się groza...


HIT lub KIT, czyli film tygodnia


Polecamy


Czytam, bo lubię grozę


O kocie, który naprawia życie

Mrucząc i pomiaukując nadszedł 17 lutego, czyli Międzynarodowy Dzień Kota. Z tej okazji jak co roku, musi zagościć na blogu tekst związany z sierściuchami. Tym razem będzie to ostatnia część trylogii o uzdrawiających kotach. Każdy kto poznał już przygody Salomona (Salomon, kot który leczył dusze) i jego córki Tallulah (Córka kota Salomona, kotka, która leczy serca), koniecznie musi dowiedzieć się, jaki los spotkał Timbę i Vatiego (Syn kota Salomona, który naprawia życie ludzi), czyli pozostałe dwie pociechy mądrego kocura. Na zachętę zdradzę, że w ostatnim tomie autorka wynagrodziła czytelnikowi niedostatki drugiej części. Po wyraźnym spadku formy na szczęście nie ma tutaj już śladu.

Timba i Vati, podobnie jak Tallulah nie mają łatwego startu w życiu. Bezbronne i potrzebujące opieki kocięta zostają porzucone i rozdzielone. Wydaje się, że ich los jest z góry przesądzony. Na szczęście każdemu z nich udaje się uniknąć najgorszego. Timba, który jest głównym bohaterem tej powieści, zostaje znaleziony przez Leroya. Chłopiec również nie ma w życiu lekko: jest szkolnym popychadłem, a jego relacje z matką są patologiczne. Samotna kobieta, nie dość, że ledwie wiąże koniec z końcem, to jeszcze w ogóle nie potrafi poradzić sobie z dzieckiem. Jej jedyny sposób na Liroya, to krzyki i bicie. Dlatego też chłopiec jest porywczy, agresywny i nie wie, gdzie przebiega cienka granica między zabawą a znęcaniem się. Zupełnie nieświadomie naraża kociaka na niebezpieczeństwo, przytłaczając go ogromem swojej tęsknoty za tym, by mieć w swoim życiu istotę do kochania. Oddaje Timbie całe swoje serducho, niestety także go krzywdzi. Po jednej z szalonych „zabaw”, cudem odratowany kociak, trafia w ręce Angie, człowieka anioła, która postanawia zająć się nie tylko mruczkiem, ale także przygarnia porzuconego przez matkę chłopca. Pod jej czujnym okiem Liroy przechodzi zaskakującą metamorfozę. I kiedy wszystko zdaje się zmierzać we właściwym kierunku – pod jednym dachem zamieszkuje z nimi nawet cudem odnaleziony Vati, brat Timby – w życiu kobiety zachodzą bolesne zmiany. Na szczęście ma z kim stawić im czoła.

Każda z opowieści, które stały się udziałem uzdrawiających kotów, nie jest łatwą historyjką. W każdej z nich jest wiele miejsca na cierpienie i złość. Wszystkie na szczęście kończą się dobrze, jak przystało na bajki terapeutyczne. Dlatego też i Syn kota Salomona ma bardzo pozytywny wydźwięk. Przykład Liroya pokazuje, że nie należy nikogo skreślać, tylko dlatego, że ma kiepski start w życiu, a Grahama i Angie, że nie ma takich błędów, których nie dałoby się naprawić, ani win, których nie można by wybaczyć (chociaż może zadziwiać to, ile trzeba na to czasu). Jedyne co zirytuje czytelnika to fakt, że bezmyślność człowieka jest źródłem cierpienia nie tylko dla innych ludzi, ale także dla zwierząt. To wciąż pozostaje niezmienne. Wniosek z tego taki, że jesteśmy pożałowania godnym gatunkiem i naprawdę potrzebujemy zwierząt, które uczą nas na czym polega bezwarunkowa miłość, bezgraniczna ufność i jaką moc ma wybaczanie. Na szczęście książki takie jak ta, niosą z sobą nadzieję: gdy odkładamy ją na półkę czujemy, że świat nie jest wcale tak złym miejscem, jak może się wydawać. I to właśnie dzięki zwierzętom.

Podobnie jak poprzednie kociaki, także Timba opowiada nam swoją historię sam. I tym razem tekst zawdzięcza takiej formie narracji swój baśniowy charakter. Spora – znośna – dawka naiwności i schematyczna fabuła sprawiają, że powieści ze zwierzakami w rolach głównych, uwrażliwiają czytelnika i niosą mu pociechę. Chociaż styl i warsztat autorki nie są wyszukane, to trzeba przyznać, że tym razem  bardziej niż poprzednio skupiła się na detalach, dzięki czemu jej opisy stały się wiarygodniejsze a dialogi bardziej przekonujące. Ostatnia część salomonowej sagi wypada więc zdecydowanie na plus i jako literatura terapeutyczno-rozrywkowa, poprawiająca humor i dostarczająca wzruszeń, sprawdza się znakomicie.

Długich dni i małych nocy.
Podążajcie za Atramentowym Królikiem!

Zobacz również:

COPYRIGHT © 2018 ALICYA.PL

STRONY INTERNETOWE I REKLAMA:Distort Studioswww.distortstudios.com